W podziemnym mieście hitlerowskim w Głuszycy nasz specjalny wysłannik odkrył 10 milionów worków cementu, kilkadziesiąt wagoników niszczejących na porosłych trawą torach i 200 ton żelaza pokrytego już , na szczęście jeszcze cienką warstwą rdzy. Jeżeli nikt się tym nie zainteresuje, będzie tak leżeć do wiosny. Tymczasem trzeba zwiedzać podziemia dalej. Co jeszcze kryją w sobie ciekawego?
Październikowe słońce chyli się łagodnie ku granicy czeskiej, oddalonej stąd o sześć kilometrów. Zimny, porywisty wiatr nagli do powrotu, a tu pozostało tak dużo jeszcze do obejrzenia. Przed nami płaskie pole porośnięte trawą. Nadawałoby się doskonale na lotnisko. Dolmuss, indagowany w tej sprawie, milczy z początku a następnie z niechęcią przyznaje, że istotnie tu właśnie miało być

małe polowe lotnisko. Lądowali na nim specjalni kurierzy (z którymi, jak zaraz podkreśla, nie miał nic do czynienia) z instrukcjami z Berlina.
Na zboczach wzgórza opodal wierzchołka spotykamy jeszcze - poza odkrytym już wejściem do kwatery Hitlera - dwa podobne. Ostatecznie okazuje się, że do apartamentów wodza Trzeciej Rzeszy prowadziły dwa wejścia podziemne oraz trzy z nawierzchni góry, skąd do wnętrza trzeba było zjeżdżać specjalnymi windami. W dwa i pół roku po zaniechaniu robót trudno je rozpoznać. Wejścia z wierzchołka góry przykryte są deskami.
Słońce coraz bardziej zniża się ku zachodowi. Trudno w jednym dniu wszystko zobaczyć i zbadać. Zdajemy sobie sprawę z tego, że to co zwiedziliśmy dotąd jest tylko drobną cząstką podziemnego kolosa. Postanawiamy jednak zwiedzić jeszcze siedzibę Marszałka Rzeszy - Goeringa. Prowadzą do niej serpentyny okalające zbocza gór. Siedzibę Hitlera od "rezydencji" Goeringa dzieli przestrzeń pięciu kilometrów.
Droga wiedzie przez las, w którym spotyka się raz po raz zniszczone baraki. Nie standartowe bynajmniej jak w obozach koncentracyjnych. Każdy z nich ma swoisty styl. Od razu można poznać np. baraki, w których mieszkali minerzy włoscy.
MAJĄ ONE KSZTAŁT ŁODZI
W pewnej chwili wyłania się przed nami z gęstwy leśnej zbity z desek czarny budynek, na którego tle odcina się wyraźnie zielono-biały krzyż. Szpital. Nie różnił się niczym od baraków, chyba tym tylko że w tragicznych latach wojny więcej ludzi rozstawało się z życiem tu, niż gdzie indziej.
Za chwilę jesteśmy już w jednej z największych siedzib podziemnego miasta - b. posiadłości Goeringa. Prowadzą do niej cztery wejścia wykutych w skałach u podstawy góry i sześć na powierzchni. Z siedzibą Hitlera łączy ją podziemny korytarz.
W barakach na wzgórzu leżały jeszcze w ubiegłym roku gotowe rury do centralnego ogrzewania - zabrano je stąd do Jeleniej Góry.
Znajduje się tu jeszcze
DWA TYSIĄCE WAGONÓW CEGIEŁ

które należałoby jeszcze przed zimą wywieźć choćby do pobliskiego zniszczonego Wrocławia. Warto by się także zaopiekować 30-MA ZNAJDUJĄCYMI SIĘ TU POGŁĘBIARKAMI.
PODZIEMNE MIASTECZKO ATOMOWE ?
W dole widać szyny kolejki, które pną się pod górę malowniczymi serpentynami, przerzuconymi przez zaimprowizowane z olbrzymich trawersów mosty. Pora jest już całkiem późna, lecz inż Dolmuss namawia nas do zwiedzenia najciekawszej części tego podziemnego obiektu a mianowicie sidziby szefa propagandy Goebbelsa. Siedziba ta, najmniejsza ze wszystkich - zaciekawia dlatego, że wykończono ją już w 70%. Mieści się ona pomiędzy Walimiem a Górkami. Żeby dojechać do niej trzeba ze względu na górzystość terenu stracić co najmniej 20 minut czasu.
W międzyczasie inż. Dolmussowi rozwiązuje się język i zaczyna na temat b. mieszkańców Głuszycy opowiadać arcyciekawe historie. Krążyły wśród nich podobne wersje na temat budowanego w Sowich Górach podziemnego... miasteczka atomowego.
Z. Mosingiewicz