Ile jeszcze tajemnic kryje w sobie podziemne miasto hitlerowskie w Głuszycy pod Wałbrzychem? Nasz wysłannik zwiedził już kilka korytarzy, odkrył 10 milionów 50-ciokilogramowych worków cementu, niezabezpieczonych należycie - mógłby coś o tym powiedzieć inż. Dolmuss - Austriak, ale nie wiadomo dlaczego wstrzymuje się od objaśnień...
Tysiące skamieniałych worków cementu nie reaguje na uderzenia przypadkowo znalezionego kilofa. Dotrzeć można jedynie do górnej warstwy worków. Być może pod nią znajduje się cement zdatny jeszcze do użytku?
Wydaje się na pozór, że terenów tych nie dotknęła ręka ludzka. Za sobą pozostawiliśmy las stalowych prętów. Pomimo jesieni trawa jest wysoka i nie wiadomo co się pod nią kryje. Chodzenie po tych terenach połączone jest z pewnym ryzykiem. Dlatego czujemy się nieszczególnie.
Zwrotnice kolejki

są tak zamaskowane, że z trudem się je odkrywa. Schodząc ze zbocza natrafiamy raz po raz na szyny, które rozłożono regularnie, jak stopnie schodów. Przed nami
NIEDOKOŃCZONA BUDOWLA
Trudno się zorientować do czego miała służyć. Część rusztowań jest zawalona i przykrywa sobą olbrzymi obetonowany otwór. Dolmuss wyjaśnia, że miała tu być winda. Stopięćdziesięciometrowy zjazd był już gotów. Zaczęto budować z kolei obudowanie dla windy, ale szybkie postępy wojsk radzieckich nie pozwoliły na dokończenie prac. Wylotów takich na terenie góry jest kilka. Windami dojeżdżało się do poziomu, gdzie mieściły się biura.
Nieco dalej wznosi się spory
PAGÓREK NAWIEZIONEGO SZUTRU.
40 tys. m3! Bagatela... Tuż za nim podmurowania z częściowym oszkleniem - oranżerie Hitlera! Jesienny wiatr hula sobie teraz po nich do woli. Ot, niemiecka pedanteria - w takich momentach budować kosztem wysiłku tysięcy ludzi -
LUKSUSOWE ORANŻERIE.
W dodatku, w takich warunkach terenowych było to prawdziwym szaleństwem.

Cienkie druty z nawleczonymi na nie sztucznymi liśćmi doskonale maskują złożony na ziemi żelbeton. Na terenach, które zwiedzamy a które ciągną się na przestrzeni 30 prawie km - jest tego 200 ton. Żelazo, które widzimy jest tylko częścią materiałów potrzebnych do budowy podziemnego miasta; budowy zwanej...
"AKCJĄ ADOLFA".
Trzysta ton żelaza trafiło już na właściwe miejsce. Odjechało do Warszawy. Mamy nadzieję, że i pozostałe 200 ton będzie należycie użyte.
Każdy krok przynosi nam nowe odkrycia. Olbrzymie trawersy kolejowe, które właśnie mijamy - o długości 17 metrów, wysokości 450 mm szerokości 300 mm o wadze 3.5 tony, przydały się na mosty w wielu miejscowościach Dolnego Śląska i całego kraju. Na razie leżą bezużytecznie i prawdopodobnie (jeżeli nikt się nimi zainteresuje) przeleżą tu zimę 1947 na 1948 r.
Z. Mosingiewicz