Niedaleko Wałbrzycha, w kierunku na Kłodzko leży mała trzytysięczna miejscowość zwana Głuszycą. O miejscowość tę wojna otarła się tylko, pozostawiając w nieuszkodzonym stanie jej barokowe budynki i mały, w tym samym stylu zbudowany kościółek. A jednak tej właśnie cichej mieścinie przywódcy hitlerowscy wyznaczyli w ubiegłej wojnie rolę niepoślednią. Jedna z gór w pobliżu miasta stanowiąca
![Fritz Todt - założyciel Organisation Todt [Rozmiar: 8817 bajtów]](../../images/fritz_todt.jpg)
część łańcucha Gór Sowich służyć miała za siedzibę sztabu wodzów nazizmu.
Działo sie to z końcem roku 1943, gdy Armia Czerwona stała pod Wielkimi Łukami. Prusy Wschodnie, gdzie mieściła się wówczas Główna Kwatera Hitlera, miały lada chwila stać się terenem walki. Postanowiono więc Główną Kwaterę Fuehrera przenieść na Dolny Śląsk w okolice Głuszycy, które tak lubił stary Fritz.
BIALI NIEWOLNICY
Z końcem mroźnego grudnia 1943 r. spędzono tu liczne rzesze białych niewolników, których tak obficie dostarczały okupowane kraje - i rozpoczęto budowę Nowego Babilonu. Trzydzieści tysięcy Żydów węgierskich pracowało nad budową dróg, które umożliwiłyby dojazd do wzgórza, w którym miał się mieścić mózg Trzeciej Rzeszy. Pracowali tu także Polacy, Rosjanie, minerzy włoscy i Ukraińcy. Ogółem nad gigantyczną budową, która miała tu powstać pracowało ponad 50 tysięcy ludzi.

Nikt nie wiedział oczywiście, do czego służyć będą olbrzymie bunkry i niezmierzone tunele przerzynające wszerz i wzdłuż potężne zbocza góry.Stu inżynierów, kierujących pracami również nie orientowało się, co się właściwie buduje. Każdy z nich był tylko sprężyną w wielkiej maszynie i miał ściśle określony zakres działania, poza który wychodzić było niebezpiecznie. I tak jedni pracowali przy budowie nowego dworca, inni nad planami dróg, jeszcze inni nad stacją pomp, której zbiornik pomieścić może 40 tysięcy m3 wody. Nad całością prac czuwał Berlin.
Wiele tajemnic, dotyczących podziemnego miasta znał zaprzysiężony nadradca budowlany inż. Mayer przebywający stale w Jedlinie-Zdroju, ówczesnym Charlottenbrunie.
WYCIECZKA NA ZWIEDZANIE
PODZIEMI ZE SPECEM OD
V-1 i V-2
Zaciekawieni usłyszanymi szczegółami postanowiliśmy pod kierunkiem inż. Dolmussa, jednego z współtwórców podziemnego miasta a zarazem speca od nowoczesnej broni V 1 i V 2 (inż. Dolmuss budował wyrzutnie broni rakietowej pomiędzy Cherburgiem a Cane), zwiedzić nawierzchnię i podziemia niedokończonego miasta, które tak ważną rolę miało spełnić w minionej wojnie choć na próżno szukałoby się go na mapie.
Od historycznej restauracji "Pod Jeleniem", siedziby Fryderyka Wielkiego zbudowanej w pierwszej połowie XVIII wieku, jedziemy polną drogą w kierunku na Nową Rudę. Już kilometr dalej widzi się po obu stronach drogi, ślady rozpoczętej budowy. Wala się tu wiele żelaznych konstrukcji, stosowanych do budowli betonowych, dziesiątki wózków koleki wąskotorowej, jakaś uniruchomiona lokomotywa. Rzuca się również w oczy olbrzymi plac z niedokończoną budową mostu betonowego. Sieć szyn kolejowych z gotowymi nastawnicami świadczy o tym, że mieścić się tu musiał dworzec podziemnego miasta. Prace nad wykończeniem dworca przerwał koniec wojny, ale nie zdołał wyratować 18-tysięcznej rzeszy jeńców i więźniów politycznych, którzy znaleźli tutaj wspólny wielki grób. Inż. Dolmuss twierdzi, że zginęło ich tu trzynaście tysięcy i całą winę zwala na pracowników aprowizacyjnych, którzy małe racje przyznawane przez Berlin w niemiłosierny sposub uszczuplali. Na Zaduszki ludność Głuszycy zapali na zbiorowej mogile ofiar hitleryzmu setki lampek, święcąc pamięć bezimiennej armii poległych.
Obok zardzewiałych szyn (dworzec nieczynny) pasie się bydło osadników zza Bugu. Pomiędzy nastawnicami, które kierować miały pociągami Hitlera, admirała Raedera, Goeringa, Goebbelsa, i sztabu Wehrmahtu - bawią się wiejskie dzieciska... w wojnę.
WEJŚCIE DO GŁÓWNEJ
KWATERY HITLERA
Po lewej stronie drogi wznosi się strome zbocze porosłe mieszanym lasem. W zboczu tym kryje się wejście do podziemnej kwatery Hitlera.

Doskonała droga pnie się pod górę, prowadząc wprost do lasu. Przed trzema laty jeszcze nie było. Zrobili ją węgierscy Żydzi, podobnie jak wiele innych, którymi pocięte są tutejsze zbocza.
Po pięciu minutach jazdy minąwszy przecinające się stale szyny wąskotorowej kolejki i szeregi prymitywnie zbitych baraków dla jeńców, zatrzymujemy się przed olbrzymim placem. Zbocze górskie schodzi ku niemu prawie prostopadle. Olbrzymie głazy zawieszone nad placem wyglądają tak, jakby miały za chwilę stoczyć się z hukiem w dół. Rozległy plac zasłany jest stosami najrozmaitszych kamieni, wśród których zwracają uwagę połyskujące srebrnawo kamienie z dużą zawartości miki. Świadczą one dobitnie o bogactwie tej ziemi. U stóp prostopadłego zbocza, na którym szumią iglaste drzewa znajduje się wysokie na trzy metry i szerokie na dwa wejście do Głównej Kwatery Hitlera...
Z. Mosingiewicz