Poznajmy nasze gospodarstwa agroturystyczne.
Sierpnica - „Brodowo” (Świerkowa 19).

W Sierpnicy w stawy obfitującej.



Marek i Wanda Brodowie mają dwóch dorosłych synów, Marcina i Piotra. Od urodzenia związani z Sierpnicą nie myślą o ułożeniu sobie życia gdzie indziej niż na ojcowiźnie. Dla potwierdzenia tego starszy Marcin przyjął na siebie zaszczytny obowiązek społeczny - został sołtysem. Brodowie wrośli już w grunt Sierpnicy, zakorzenili się na dobre, choć przybyli tu w roku 1978 z Wałbrzycha. Senior rodziny, Marek, z namaszczeniem pokazuje nam dokument, pamiątkowe zdjęcie sypiącego się budynku wiejskiego, którego stał się właścicielem przed laty. Trudno uwierzyć, że ta ruina, to ten sam dom, gdzie obecnie siedzimy w przyjaznej świetlicy obok kontuaru barowego, pijemy kawę i rozkoszujemy się widokiem stawów rybnych w gąszczu iglaków i krzewów. Ten sam dom oglądamy też w czasach przedwojennych, to typowa posiadłość bauera, zajmującego się uprawą roli i hodowlą bydła. Gdy Marek Broda znalazł się tutaj usiłował robić to samo. Budynek w opłakanym stanie i kilka hektarów gruntu nabył z tzw. funduszu ziemi. W miarę upływu lat dokupił jeszcze 50 ha i stał się gospodarzem całą gębą. Ale nie był to czas dobry dla rolnictwa. Tu w trudnych warunkach górskich uprawa roli i hodowla stawały się coraz bardziej nieopłacalne. Próbował się ratować hodowlą bydła mlecznego, później gęsi i kaczek, ale wciąż była to walka o przetrwanie. W końcu zajął się biznesem, prowadził sklep spożywczy w sąsiedniej Głuszycy Górnej. Dopiero w 2002 roku zdecydował się przejść na nowe tory - utworzyć gospodarstwo agroturystyczne. Nie bez znaczenia był tutaj rosnący ruch turystyczny na Osówkę. Pięknie położona na zboczu wzniesienia posiadłość Brodów jest tuż przy drodze. Bezpośrednio obok znajdują się dwa majestatyczne stawy.



Marek Broda dostrzegł prosperity ”Łowiska Pstrągów” Jerzego Rudnickiego w Łomnicy. Dlaczego nie spróbować zrobić tego samego. Oczywiście, do tego potrzebne są pieniądze. Wyjście było tylko jedno. Podzielić leżące odłogiem grunty na osobne działki i szukać nabywców. W ten sposób Marek Broda znalazł środki finansowe do adaptacji budynków na potrzeby turystów i gruntowne porządki w obejściu.
To co rozpościera się przed oczyma gości gospodarstwa „Brodowo” przy ładnej, słonecznej pogodzie zapiera dech w piersiach. Liczne drewniane altanki, zadaszenia, pergole, turbiny wodne, wysepka z tarasem i mostkiem zwodzonym w głębi stawu, campingi, miejsca do grillowania, place zabaw dla dzieci i wypoczynku. To wszystko wkomponowane w krajobraz iście z obrazu Edouarda Maneta „Śniadanie na trawie”.



Gospodarstwo przyciąga turystów możliwością rekreacji w bezpośrednim kontakcie z przyrodą, zwierzętami domowymi, ale też dobrą kuchnią. Oferuje pstrągi smażone, bądź też inne ryby, szaszłyki mięsne, golonki, ale także pierogi, zapiekanki, frytki, no i oczywiście różne napoje. Do dyspozycji. dla przyjezdnych na dłuższy wypoczynek są pokoje dwu, trzyosobowe z toaletą i możliwość rozkoszowania się pięknem przyrody na rozległym tarasie.
Także Sierpnica stanowi wartość samą w sobie. To znakomite miejsce pieszych wycieczek dla osób wrażliwych na piękno krajobrazów górskich. Obojętnie w którą pójdziemy stronę, wszędzie czekaj nas niespodzianki przyrodnicze i krajobrazowe. Tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć. Dopiero wędrując dróżkami polnymi odkrywamy, że jest to prawdziwy raj dla wędkarzy, tyle pięknych stawów, większych i małych, położonych w dole kotliny, ale także na jej zboczach, że trudno policzyć. Dwa największe stanowią własność głuszyckiego Koła Wędkarskiego, ale są otwarte dla wszystkich uprawnionych wędkarzy.
Marek Broda nie spoczywa na laurach, wciąż modernizuje swoje gospodarstwo by uczynić je wygodniejszym dla gości. Wytyczył już i zagospodarował trasę spacerową do pobliskiego lasu. Przygotowuje miejsce pod parking dla autokarów, by bez przeszkód mogły się zatrzymać tuż przy drodze.
Parafrazując słynną fraszkę Jana Kochanowskiego „Na lipę” można by napisać:

Gościu, usiądź nad stawem, a odpocznij sobie,
nie spotka Cię tu zawód, przyrzekam ja Tobie,
jeśli kochasz przyrodę, ciszę, melancholię,
a do tego pucharek wypełniony zdrojem,
pstrąg smażony na maśle, świeżutkie pierożki,
wnet utracisz zły humor, poczujesz się boski,
zapach mięty, lawendy, uśmiechnięte róże
sprawią że tu u Brodów zostaniesz na dłużej !



Stanisław Michalik, "Głos Głuszycy"

0 Komentarze
Dodany 29-07-2008 przez Admin
Poznajmy nasze gospodarstwa agroturystyczne
Sierpnica - „Czym chata bogata” (Świerkowa 27).

Pośród łąk zioło i miododajnych.


Lidia Stelińska, wnuczka leśniczego i zawołanego myśliwego wyniosła staropolskie tradycje kulinarne z domu.
Wie, że nie ma nic lepszego jak domowa kuchnia i proste wiejskie potrawy. Szkopuł w tym, by były one sporządzane z naturalnych produktów z własnego pola, ogrodu, stawu lub pobliskiego lasu, a więc w pełni ekologiczne. Ozdobą stołu jest barszczyk z grzybkami lub żurek na swojskim zakwasie, albo rosół z kołdunami, a do tego gołąbki , pierożki z jagodami, tradycyjny schabowy z kapustą, smażone lub wędzone ryby z własnego stawu. Miód też jest ze swojej pasieki, a pasztet domowy według trzymanej w tajemnicy receptury babuni. Goście mogą się zabawiać w zgaduj zgadulę jakie zioła i przyprawy dodają mu niepowtarzalnego smaku i zapachu.
Bo pani Lidia czerpie z bogatego zasobu ziół, w jakie obfitują tutejsze łąki pełnymi garściami. A jest jej łatwiej niż każdemu innemu zbieraczowi, bo przecież jest z zawodu farmaceutką.
- Tutejsze łąki są miodo i ziołodajne w skali niespotykanej gdzie indziej. Mało jest osób, które zdają sobie z tego sprawę - mówi p. Lidia z przekonaniem - mają one walory równe ziołom alpejskim, rosną zresztą na podobnej wysokości.
Trudno się dziwić, że w gościńcu państwa Stelińskich podaje się do każdej potrawy osobiście dobrane przez nią mieszanki ziół, a herbata pachnie melisą, zaś źródlaną wodę wzbogaca się cytryną i truskawkami.
Ale to jeszcze nie wszystko. Największą sławę przynosi gospodarzom wiejskiego domu w Sierpnicy - domowe ciasto. Tu można zjeść drożdżówkę, o jakiej się nie śniło w cukierni u Bliklego, a sernik rozpływa się w ustach. Tu do śniadania podaje się domowe konfitury, a pod wieczór karafkę nalewki z dzikiej czereśni. Wystarczy kieliszek, aby mieć niebo w ustach.

Nalewki o różnych smakach przyrządzane są przez samego, Lecha Stelińskiego, zdają się tak samo, jak serniczek pani Lidii, niepowtarzalne. Cóż, gospodarz domu jest nie tylko architektem w stanie spoczynku, ale można o nim śmiało powiedzieć, że z niejednego pieca chleb jadł i nic co ludzkie nie jest mu obce. Dom w Sierpnicy ozdobił własnoręcznie namalowanymi obrazami, stąd pokój gościnny przypomina krakowską „Jamę Michalikową”, zwłaszcza że galerię cechuje rozmaitość tematów i stylów. Do Sierpnicy trafił przypadkiem kilkanaście lat temu, mając za sobą bogate doświadczenia emigranta posierpniowego w Stanach Zjednoczonych.
„Nie głaskało mnie życie po głowie”, może śmiało powiedzieć słowami poety, bo pracował na farmie jako naganiacz bydła, potem instalował systemy słoneczne w Colorado, aż trafił do Taylorów, bogatych amerykańskich nafciarzy, stając się state managerem, czyli naszym majordomusem, zarządzającym domem.



Państwo Taylorowie mieszkali w pałacu z basenem, nasz emigrant miał własną wille i samochód. To właśnie w Stanach poznał swoją żonę, Lidię, tam też zajął się malarstwem, miał nawet wystawę w Denver. Opisała to wszystko z niezwykłą swadą Joanna Lamparska w „Słowie Polskim, Gazecie Wrocławskiej” pt. „Lidka, Leszek i rybka”…W 1992 roku jakieś licho przygnało go do Polski, tutaj zaś w Góry Sowie, gdzie zupełnie przypadkowo w Sierpnicy, wpadła mu w oko sypiąca się przydrożna chałupka drewniana o zabytkowej architekturze. Okazało się, że można ją kupić i uratować. I tak się też stało. Z Ameryki - do Sierpnicy, to przeprowadzka dość niecodzienna, ale życie lubi paradoksy. Co było powodem rezygnacji ze stosunkowo wysokiego standardu życia w Ameryce na rzecz „ sielankowej idylli” w opuszczonej wsi ? Pan Lech mówi: na pewno nie pieniądze. Powrót był zamierzony, a w 1992 roku powstały już korzystne warunki polityczne. Poza tym chałupa przypomina dworek, a Lida i Lech, jak pisze Lamparska, to zaiste „szlachecka para”. „W Ameryce było nam dobrze, ale tam powietrze i słońce nie były nasze” – oświadczają zgodnie Stelińscy. W Sierpnicy zaś choć było i jest różnie, raz lepiej, raz gorzej, ale idzie się do przodu. Pomysł z utworzeniem gospodarstwa agroturystycznego stworzył nowe perspektywy. Ułatwił kontakty z ludźmi. Gospodarze forują dom otwarty, miejsce gdzie można odpocząć, odetchnąć świeżym powietrzem, obejrzeć obrazy i rozmaite antyki, porozmawiać z biesiadnikami, posmakować „czym chata bogata”, bo taką właśnie nazwę wymyślili dla swego dworku właściciele.
A chata bogata jest czterema pokojami gościnnymi, możliwością wędkowania na rozległym, uroczym stawie, domową kuchnią, kominkiem do grillowania i wędzenia mięsa i ryb. Z chaty zaś blisko do lasu, ścieżki spacerowe w góry o bajecznych krajobrazach, niezliczone stawy rybne, sąsiedztwo mistrza ceramiki glinianej, no i wreszcie „tajemnicze podziemne miasto Osówka”, a dla wytrawniejszych turystów – szlaki piesze na Małą i Wielką Sowę - wszystko w zasięgu ręki.
Jeśli kiedyś dobre Bogi przywiodą Was w te strony zachęcam, przekroczcie gościnne progi dworku państwa Stelińskich, przyjmą z otwartymi ramionami gości poszukujących tradycji, kontaktu ze sztuką, intelektualnej refleksji, spokojnej rozmowy, domowej atmosfery. Autorka wielu książek o tajemnicach Dolnego Śląska, Joanna Lamparska, podsumowała swój artykuł jeszcze bardziej poetycko:
„Dom państwa Stelińskich jest jak wyspa, na której zapomina się o świecie na zewnątrz. Takie domy są tylko w bajkach. Trafiają do nich zagubione dusze, głodne ciepła i wiejskich pierogów. I nalewki z jarzębiny, po której ten wielki świat staje się przyjaźniejszy”.



Stanisław Michalik, „Głos Głuszycy”
0 Komentarze
Dodany 29-07-2008 przez Admin
Nasze miasto - nasz dom - Czas na Grzmiącą !

W tej historyczno – wspomnieniowej penetracji w kilkunastu odcinkach cyklu „Nasze miasto – nasz dom” moja uwaga skupiła się obok samej Głuszycy i nierozerwalnie związanej z nią Głuszycy Górnej, na dwóch niezwykle atrakcyjnych pod względem turystycznym wsiach. Pierwsza z nich, to Sierpnica, fantastycznie położona wieś w przełęczy górskiej rozdzielającej Masyw Włodarza od głównego masywu Gór Sowich z Wielką i Małą Sową, przez całe półwiecze PRL-u umierająca powoli i sukcesywnie, aby zupełnie niespodziewanie wyłonić się jak feniks z popiołów od kiedy otwarte zostały podziemia Osówki. Druga, to Łomnica, owiana legendą poniemiecka wieś letniskowa, położona w urzekających pięknem krajobrazów Górach Suchych, z panoszącą się ponad innymi szczytami czeską wieżą widokową na Ruprechtickim Spiczaku i górującym jeszcze wyżej, majestatycznym Waligórą. Sierpnica odżyła, gdy poprowadzono przez wieś asfaltowe gościńce do Walimia i do Rzeczki, a ponadto przybierający na sile z roku na rok ruch turystyczny na Osówkę, odsłonił znane tylko wytrawnym piechurom olśniewające piękno krajobrazów. Łomnica zasłynęła wyciągiem narciarskim na zboczach Słodnej, a następnie gospodarstwami agroturystycznymi Z. Sosnowskiego, E. Mojsy, no i wreszcie Łowiskiem Pstrąga J. Rudnickiego, które dziś oblegane jest w soboty i niedziele niczym klasztor Cystersów w Krzeszowie.
Sierpnica, Łomnica, to perły w koronie Głuszycy, ale nie tylko. Walory krajobrazowe kolejnej wsi - Grzmiącej, nie odbiegają tak daleko, a atrakcji też nie brakuje, bo przecież tędy prowadzi najczęściej uczęszczany szlak turystyczny na Rogowiec, a idąc wciąż pod górę przez wznoszącą się coraz wyżej, wijącą się nad potokiem zwartą wieś, napotykamy po drodze nie tylko nowo zbudowane, wyremontowane, tonące w kwiatach i bujnych iglakach, kolorowe domy, ale także ciekawe architektonicznie, zabytkowe budowle, jak słynny kościółek drewniany Narodzenia NMP z połowy XVI wieku.
O Grzmiącej czytamy w „Słowniku geografii turystycznej Sudetów” Marka Staffy, że uchodzi za jedną z najładniej położonych wsi w Górach Kamiennych. O jej specyfice stanowi to, że na przestrzeni niespełna dwóch kilometrów różnica poziomów z dołu do góry wynosi 170 m (560 – 620 m), a ponadto leży w najatrakcyjniejszym przyrodniczo rejonie Gór Suchych, których zbocza porastają gęsto lasy świerkowe i bukowe, malownicze łąki i pastwiska, a jeszcze niżej użytki rolne. Przy wjeździe do wsi z Głuszycy tuż przed wiaduktem kolejowym rozłożyły się zabudowania fabryczne DMW Eksport - Import, specjalizującej się obecnie w produkcji krzeseł, głownie na Zachód. To fabryka z czasów poniemieckich mająca swoją ciekawą historię, związaną od samego początku z przerobem drewna. Sama Grzmiąca należy do starych wsi, prawdopodobnie z połowy XV wieku, powstała po wojnach husyckich, które zniszczyły okolicę. Jednak mogła istnieć wcześniej jako osada związana z wybudowanym w XIII wieku przez księcia piastowskiego, Bolka I, zamkiem Rogowiec, który miał strzec średniowiecznego szlaku handlowego – Wysoka Droga, prowadzącego z Mieroszowa przez Sokołowsko, Radosno, Przełęcz Trzech Dolin i dolinę Rybnej u podnóża Rogowca, dalej doliną Bystrzycy do stolicy księstwa - Świdnicy.
Późniejsze dzieje Grzmiącej wiążą się ściśle z posiadłością rodziny von Hochbergów z Książa, w której znalazły się wszystkie okoliczne miejscowości z Głuszycą włącznie. Większy rozwój wsi nastąpił w I połowie XVIII wieku, wtedy w 1742 roku powstała tu szkoła ewangelicka.
Na ten fakt z dziejów Grzmiącej chcę zwrócić szczególną uwagę, bowiem wiąże się on ściśle z zasadniczym powodem, dla którego postanowiłem napisać dziś o Grzmiącej. Ważną rolę odgrywa w nim szkoła, wysoko położony, murowany, dwupiętrowy budynek, który w powojennej historii wsi odegrał niepoślednią rolę. Szkoła w Grzmiącej stała się dla napływowej ludności z różnych ziem przedwojennej Polski miejscem autentycznej integracji, obok funkcji dydaktycznych pełniła też wszystkie inne role wychowawcze, kulturalne, społeczne. Szkoła i kościółek, blisko siebie, jednoczyły środowisko Polaków, a poprzez związki koleżeńskie pomiędzy dziećmi, zbliżały do siebie dorosłych, tworząc charakterystyczne dla wsi centralnej Polski poczucie wspólnoty , przywiązania do ziemi rodzinnej, tożsamości. Szkoła, a także Świetlica Zakładowa ówczesnego DZAT w Grzmiącej były też miejscem niezwykle żywiołowego, autentycznego ruchu harcerskiego, który dziatwie utopionej w górach otworzył drogę w szeroki świat, a niezależnie od tego przyniósł wiele niezapomnianych, wspaniałych przeżyć.
To nie są wnioski wzięte z sufitu. Wielu żyjących jeszcze starszych mieszkańców Grzmiącej może to potwierdzić, a dowód niepodważalny znalazłem w internecie, współczesnym wynalazku techniki, który pozwala jak nic innego wskrzeszać pamięć, odbudowywać utracone więzi, łączyć na nowo, powracać wspomnieniami do dziecięcego Eldorado.
Myślę o nowym portalu wywodzącego się z Grzmiącej, mieszkańca Wieliczki, doktora matematyki, emerytowanego nauczyciela i wykładowcy sympozjów naukowych, Bronisława Pabicha. Pod adresem: www.pabich.republika.pl znajdujemy wzbogaconą fotografiami, interesującą kronikę Szczepu Harcerskiego „Grzmiących Potoków” z lat 1961 - 1975. We wstępie do kroniki czytamy:
„Mija już ponad 40 lat od momentu, gdy moja Mama, hm RP - Krystyna Pabich, zwana potocznie druhną Pabichową, założyła w Grzmiącej k. Wałbrzycha Szczep Harcerski „Grzmiących Potoków”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież harcerstwo działało wówczas w całej Polsce, jednak działalność mojej Mamy pozostawiła trwały ślad nie tylko w dobrach materialnych wioski Grzmiąca, ale przede wszystkim w duchowych wartościach, które do dziś pozostały w pamięci wszystkich, którzy w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych dwudziestego wieku przeżywali swoją młodość.
A była to młodość niezwykła, nie do powtórzenia i nie do podrobienia. To nie tylko zbiórki, tropienie i harce w terenie, śpiew i zdobywanie sprawności, czyny społeczne i spontaniczne nauczanie, ale hartowanie ducha naszej młodości, hartowanie ciała, gdyż sport, gimnastyka, współzawodnictwo i chęć bycia pierwszym były codziennością naszych spotkań.”
I dalej barwny, ciekawy tekst wzbogacają zdjęcia. To prawdziwa, wzruszająca parada młodości, uśmiechnięte druhny, druhowie w harcerskich mundurkach, na pierwszych zbiórkach, na imprezach w świetlicy, na wycieczkach. To niezwykłe przeżycie nawet dla osób spoza kręgu rodzinnego, koleżeńskiego, środowiskowego.
Nie da się tego opisać, to trzeba zobaczyć. Zachęcam wszystkich, którzy mają możliwość dostępu do Internetu, poszukajcie, zobaczcie, włączcie się w intrygujące odświeżanie wspomnień z przeszłości.
Część osób z harcerskiego szczepu już się odnalazła, teraz wypełniają zadanie alertowe: odszukać pozostałych. Wyznaczony już jest dzień i miejsce kolejnego spotkania. Tu na miejscu zajmuje się tym druhna Marysia Sokołowska, z domu Bachmatiuk. Teraz ma na to czas na emeryturze, uwolniona od obowiązków sekretarzowania w gminie, czas na rewitalizację przeżyć z młodości. Czuwaj! Stanisław Michalik, „Głos Głuszycy”

Dodany 21-07-2008 przez Admin
Sensacja wisi na włosku !
Czy uda się odsłonić tajne podziemia pod Osówką ?



To już nie są żarty, nie jest to kolejny rekonesans badawczy, by stwierdzić tylko, że należy w tym i w tym miejscu wszcząć poszukiwania. Tym razem Jerzy Cera z Krakowa przyjechał do Głuszycy w asyście dużych koparek, maszyn wiertniczych, agregatów prądotwórczych, kompresorów. Przyjechał, by dokonać próby dotarcia do zawalonych, ukrytych sztolni. Towarzyszą mu nie tylko naukowcy z AGH w Krakowie, ale też ekipa wydobywcza w liczbie ponad 30 osób. Pojawili się wierni towarzysze poszukiwań Jerzego Cery od połowy lat 70-tych, Marek Dudziak, Wojtek Stojak, Darek Korólczyk, Zbyszek Janiszewski. To jest godne szacunku i podziwu, że „bakcyl odkrywania tajemnic i przygody” zainfekowany w latach młodości nie uległ unicestwieniu mimo upływu lat.
Od soboty rozpoczęto prace w trzech miejscach: pod Osówką, Soboniem i Moszną, a więc tam gdzie można się spodziewać odkrycia zakonspirowanych podziemnych komór, podkładów kolejowych, rur kanalizacyjnych, urządzeń i maszyn. Na Osówce prace odkrywcze prowadzone będą w kilku miejscach. Duże nadzieje są związane z dotarciem do tajemnicy „Siłowni”, co do której wciąż jeszcze toczą się spory o jej przeznaczeniu. Prace wiertnicze prowadzone są u góry obok „Kasyna”, gdzie georadar wyraźnie wskazuje na ukrytą w skałach wolną przestrzeń Z ekspertyz naukowych wykonanych w AGH wynika, że przebicie się przez zwalisko skalne powinno odsłonić nieznane dotąd podziemne lochy. Interesującym miejscem penetracji jest gruzowisko po dawnym okazałym budynku willowym pod Moszną obok znanej w niemieckiej literaturze turystycznej restauracji „Schingesechenken”, położonej w bajecznym miejscu widokowym na Małą i Wielką Sowę oraz przełęcz Rzeczki. W tym nieistniejącym budynku znajdowała się siedziba TODT głównego realizatora inwestycji „Riese”.
W sobotni poranek w nowo zbudowanym obiekcie obsługi ruchu turystycznego na Osówce odbyła się odprawa robocza. Jerzy Cera nie musiał nikomu przypominać, że jest oficerem, a także biznesmenem Tak więc bez zbędnych słów i mitrężenia czasu wydane zostały dyspozycje, co, kto i gdzie ma robić, by jak najsprawniej wykonać „zadanie bojowe”. Pole manewru zostało z pedantyczną dokładnością przygotowane wcześniej, nie tylko w zakresie robót, ale i koniecznych uzgodnień z władzami miejskimi, leśnictwem, policją, strażą pożarną. Nie zapomniano o obsłudze prawnej i medycznej, a także o instrukcji bhp.
Nie było fanfar, bębnów, salutów. Nie odśpiewano hymnu. Ale na twarzach wszystkich obecnych widać było uroczyste wzruszenie. To co nastąpi może się okazać sensacją, która poruszy zafascynowanych tajemnicą „Riese” licznych odkrywców, badaczy, poszukiwaczy, no i wreszcie setki tysięcy zwykłych turystów, przybywających codziennie od paru lat na Osówkę, Rzeczkę, Włodarza.
Dla Jerzego Cery ten eksperyment, to najtrudniejszy w życiu egzamin odkrywcy - pasjonata. Poświęcił mu kilkanaście lat ustawicznych poszukiwań, gromadzenia materiałów, sporządzania map, pisania artykułów i książek. Przez ostatnie dwa lata przyjeżdżał z Krakowa do Głuszycy raz w miesiącu co najmniej na dzień, a bywało że dłużej. Robił to bezinteresownie, ponosząc koszty „delegacji pozasłużbowych”. Udało mu się zaszczepić swym entuzjazmem znajomych z krakowskiej AGH, którzy przeprowadzili tu gruntowne badania. I w ten sposób idea zamienia się w czyn. Czekamy wszyscy w napięciu i zdenerwowaniu na rezultaty poszukiwań. Jeśli nawet nie będzie sensacji, jeśli nie uda się osiągnąć spodziewanych efektów, to na pewno zostanie poczyniony daleko idący krok do potwierdzenia lub zaprzeczenia hipotezie o istnieniu utajnionych podziemi w Górach Sowich, a tym samym do wyjaśnienia faktycznego celu wojennej inwestycji.
Już za parę dni poznamy rezultat tej krakowskiej ekspedycji. Póki co trzymamy kciuki, a o jej wyniku natychmiast poinformujemy Czytelników.

Stanisław Michalik, „Głos Głuszycy”



Dodany 21-06-2008 przez Admin
„I ja tam byłem, miód i wino piłem…”

To były niezapomniane dni, ostatnie dni majowe i pierwszy dzień czerwca, dni niegasnącego słońca, ciepłe, lśniące świeżą barwą zieleni, radosne. Tym razem wszystko potoczyło się zgodnie z misternie sporządzonym planem. Udało się znakomicie połączyć uroczystość otwarcia nowo zbudowanej przystani turystycznej w Łomnicy z wizytą czeskich gości z zaprzyjaźnionych gmin Starkow i Police nad Metui oraz tradycyjnymi obchodami Dnia Dziecka. Czesi uczynili tę imprezę szczególnie atrakcyjną, bo przywieźli ze sobą 45-osobową orkiestrę Big Band ze Szkoły Artystycznej w Policach, która uświetniła początek imprezy godzinnym koncertem w Parku Jordanowskim, urządzili też w głównej sali Centrum Kultury piękną wystawę malarską prac uczniowskich tej szkoły p.t. „Maski”, no i wreszcie tak jak to odbywa się od paru lat, uraczyli polskich uczestników Dni Kultury Czeskiej czeskimi knedliczkami , a także opatowskim, złotym napojem chmielowym. To wszystko miało miejsce w piątkowy wieczór. Na zaproszenie Burmistrza Miasta Głuszyca, Wojciecha Duraka, obok gości z Czech przybyli lokalni działacze i samorządowcy z Wałbrzycha i sąsiednich gmin, no i oczywiście z Głuszycy. W Centrum Kultury miało miejsce oficjalne otwarcie Dni. Uświetnił je sam Karol Chruby, Czech polskiego pochodzenia, współtwórca czesko-polskich partnerskich kontaktów, m. in. pomiędzy Starkowem i Głuszycą. Był także starosta Starkowa, Rudolf Pernica, patronujący tej współpracy od samego początku , czyli od 1993 roku. Czesi zwiedzili wcześniej „podziemne miasto” pod Osówką, obejrzeli też z podziwem nowy obiekt turystyczny tam postawiony, a po koncercie udali się do Łomnicy. Zarówno jedno jak i drugie miejsce zrobiły na nich duże wrażenie. Mówili o tym z uznaniem dla władz miejskich Głuszycy, którym udało się z pożytkiem dla gminy wykorzystać środki unijne.
W sobotę i w niedzielę po południu kursowały „nyski” z centrum miasta do Łomnicy, można więc było dojechać bez przeszkód pod sam wyciąg narciarski, nie brakowało amatorów pieszych spacerów, zwłaszcza że pogoda zachęcała do wyjścia na „łono przyrody”. Toteż na obszernym parkingu obok „Łomnickiej Chaty” było rojno i gwarno, a wystawione tam stoły i ławy pod parasolami cieszyły się wzięciem. Puszczano czeskie i polskie przeboje, były występy grup wokalno-muzycznych z Głuszycy i Starkowa, były knedliczki po 6 złotych danie obiadowe i tanie czeskie piwo. Niedzielny program artystyczny ustawiony był pod katem Dnia Dziecka, miały miejsce konkursy i zabawy.
Sam obiekt był głównie miejscem do zwiedzania i bardzo się do tego nadaje, bo jest to trzykondygnacyjna budowla drewniana o dość niezwykłej architekturze. Wewnątrz na dwóch poziomach znajdują się drewniane stoły i ławy dla biesiadników, elegancki barek z nowoczesnym zapleczem kuchennym, palenisko do grillowania, wysoki kominek, wszystko estetycznie przystrojone, przyjazne i miłe. Na parterze toalety, których nie trzeba się wstydzić, pomieszczenia gospodarcze i dodatkowa brama wejściowa. Będzie tam można gromadzić sprzęt narciarski zimą w czasie funkcjonowania wyciągu.
„Ojcem duchowym” tej inwestycji jest jak wszystkim wiadomo wiceburmistrz, Tomasz Gromada. On też wspólnie z dyrektorem Centrum Kultury, Jackiem Świderskim patronować będą planom dalszego wykorzystania i rozwoju tego miejsca w Łomnicy. Budynek będzie ogólnie dostępny przez cały rok. Czynna będzie kuchnia z atrakcyjnymi potrawami. Będzie tam można odpocząć po trudach pieszych wycieczek w góry lub przybywać na relaks, zwłaszcza w weekend, by nacieszyć oczy pięknymi widokami i skorzystać z dobrej kuchni. Odbywać się będą różnego rodzaju imprezy, festyny, koncerty. Jest wiele pomysłów, wiele możliwości. Najważniejszym jest to, że budowa „Łomnickiej chaty”, to dopiero I etap realizacyjny szerszego planu modernizacji i rozbudowy wyciągu narciarskiego, który w niedalekiej przyszłości uczyni z tego miejsca w Łomnicy renomowany ośrodek sportów zimowych i letniego wypoczynku.

Stanisław Michalik, „Głos Głuszycy”.

Dodany 03-06-2008 przez Admin
Maraton Kolarski MTB najlepszą promocją gminy !


Już w najbliższą sobotę 14 czerwca gmina Głuszyca gościć będzie kolarskich maratończyków z kraju i z zagranicy jako miejsce jednej z największych imprez kolarskich w Polsce. Tym razem biuro zawodów mieścić się będzie w nowo zbudowanej „Chacie Łomnickiej” pod Wyciągiem, a miejscem startowym jest Łomnica.

Powerade MTB Maraton, bo taką oficjalną nazwę nosi ten międzynarodowy wyścig kolarski, to jeden z najważniejszych wyścigów kolarskich długodystansowych w kraju. Organizatorem wyścigu jest specjalistyczna firma G&G Promotion. Adresowany jest do miłośników kolarstwa, zawodowców i amatorów, tych wszystkich którzy chcą sprawdzić swe możliwości w konfrontacji z wymagającą trasą i silnymi rywalami. MTB Maraton wyznacza trendy w polskich maratonach, proponując uczestnikom klasyczne górskie trasy wyścigów, rozgrywanych według europejskich standardów.
Marathon MTB organizowany jest w Polsce od 2003 roku. Głuszyca jest miejscem etapowym już po raz czwarty. W tym roku takich miejsc jest dziewięć: Murowana Goślica, Karpacz, Bardo, Głuszyca, Szczawnica, Międzygórze, Istebna, Kraków, Krynica Zdrój. Wyścig rozgrywany jest w różnych terminach od kwietnia – do września. W Głuszycy odbędzie się na trzech dystansach, wiodących najciekawszymi trasami Gór Suchych i Sowich: Giga – 86 km, Mega – 54 km., Mini – 24 km. Pierwszy z nich ma na swej trasie najwyższy szczyt w Górach Sowich - Wielką Sowę (1015 m. npm.).
Głuszyca dała się poznać jako dobry organizator wyścigu, a jej trasy, typowo górskie, uchodzą za najatrakcyjniejsze i najtrudniejsze. Ich wyznaczenie i przygotowanie wymagało dużo pracy i pieniędzy. Corocznie trasy muszą by sprawdzone, oznakowane i oczyszczone. Dokonują tego młodzi wolontariusze pod przewodem radnego, Romana Głoda i wiceburmistrza Tomasza Gromali.
Tegoroczny Maraton MTB poczynił dalszy krok ku nowoczesności, jest nim elektroniczny pomiar czasu. Odbywać się będzie za pośrednictwem elektronicznego identyfikatora (chipa), umieszczonego w numerze startowym.
Dla startujących w wyścigu przewidziano wiele nagród. Jedną z nich jest rower Spezcialized S- Works Epic, który zostanie rozlosowany wśród zawodników biorących udział w co najmniej czterech wyścigach. Do klasyfikacji generalnej zaliczanych będzie pięć najlepszych czasów uzyskanych w zawodach serii MTB Maraton. Dodatkowo dwie eliminacje zaliczane będą do cykli międzynarodowych. Maraton w Głuszycy jest częścią prestiżowego Maraton Man Europe oraz popularnej czeskiej serii Kolo pro Zivot. Z kolei do Krakowa zawitają uczestnicy Inter Mountain Series.
W roku 2007 w zawodach MTB Maraton wzięło udział blisko 3000 zawodników. W tym gronie znaleźli się czołowi kolarze górscy z kilku najlepszych grup kolarstwa górskiego w Europie. Każdy z maratonów gromadzi na starcie miłośników kolarstwa, ryzyka i przygody, którzy w rywalizacji sportowej realizują swoją życiową pasję.
Mieszkańców Głuszycy zachęcam do pieszych lub rowerowych spacerów do Łomnicy, nie samochodem, bo trudno będzie znaleźć miejsce do parkowania. Będzie tutaj rojno i gwarno zarówno w „Łomnickiej chacie” jak i na „Łowisku Pstrąga”. Będą smaczne posiłki, muzyka i inne atrakcje. Kolarzy zmagających się z trudną trasą możemy oglądać w wielu innych miejscach, nie tylko w Łomnicy. Będą przejeżdżać przez miasto nad stawy, a potem wracać przez Sierpnicę, Kolce. Inna trasa przebiega przez Głuszycę Górną. Warto przyjrzeć się mapkom z trasami wyścigu i poszukać miejsca najodpowiedniejszego. Start na głównym dystansie „Giga” przewidziany jest o godz. 9.00, pozostałe dwa dystanse, „Mega” i „Makro” o godz. 10.00. .Po południu nastąpi ogłoszenie wyników i wręczenie nagród oraz jeśli pozwoli na to pogoda - Wielki Festyn przy „Łomnickiej Chacie”.

Stanisław Michalik, „Głos Głuszycy”
Dodany 01-06-2008 przez Admin
Śladami II wojny światowej w Górach Sowich.
Jedno małe znalezisko, a jak wiele może znaczyć!

Jerzy Cera z Krakowa dla wielu osób interesujących się podziemiami w Górach Sowich nie wymaga rekomendacji. To jeden z najwytrwalszych i najwytrawniejszych poszukiwaczy i odkrywców tajemnicy niemieckiej inwestycji znanej pod kryptonimem „Riese”, czyli ”Olbrzym”. Jerzy Cera zamieszcza na stronie głównej portalu ogłoszenie z prośbą o ujawnienie rzeczy znalezionych w podziemiach kompleksu Włodarza lub na zewnątrz, które są związane z niemieckimi działaniami militarnymi na tym terenie. O tym, że każdy drobiazg znajdujący się w miejscu budowy, może mieć istotne znaczenie dla odkrycia zagadki dotyczącej faktycznego celu tej inwestycji wojennej, świadczyć może z pozoru błahy, wydawałoby się nic nie wnoszący przedmiot, który znalazł się pod butami Jerzego Cery penetrującego swego czasu podziemny korytarz pod Włodarzem. Były to zwyczajne na pierwszy rzut oka, przemyślnie sklecone okulary.
Okulary Posłuchajmy, co mówi na ten temat sam poszukiwacz:
„choć wyglądają na prymitywne, to jest to typowy niemiecki erzac, na pierwszy rzut oka wyglądają na samoróbki, ale produkowane były przemysłowo. Na obrzeżach szkieł są usztywniające wytłoczenia, a na nich napis: Deutsches Reichs Patent allgemeine (niemiecki patent ogólny, zwyczajny). Oprawki genialne, wykonane z drutu miedzianego, dzięki czemu każdy mógł swobodnie dopasować je do własnej twarzy (rozstawu oczu i nosa), posiadające z tworzywa wykończenia na nos jak i na uszy. Największą niespodzianką są szkła ? Ruchome, pozwalające na ich podnoszenie jak na zawiasach, służyły do obserwacji, czego? (w skalnych wyrobiskach czy laboratorium?). Szkło w kolorze ciemnozielonym okazało się specjalnym tworzywem. Jak pokazała ekspertyza zrobiona przez laboratorium wojskowe w 100% zatrzymujące promieniowanie UV. I tu jest pełne zaskoczenie, bo dziś niewiele okularów spełnia takie normy, a te zostały wykonane w czasie wojny. Kolejnym zaskoczeniem była jakość tworzywa. Specjaliści z laboratorium wojskowego nie sądzili, że Niemcy byli w stanie wyprodukować takie tworzywo i to w warunkach wojny. Osobnym zagadnieniem jest fakt, po co i komu miały służyć te okulary głęboko pod ziemią i to w 1944 roku?
Kto odpowie na to pytanie, ten będzie wiedział co tak naprawdę robili Niemcy w masywie Włodarza ?”
Te niezwykłe okulary przechowuje Jerzy Cera jak talizman. Obiecuje darować je muzeum na Osówce jak tylko powstanie. I nie tylko te okulary. Mosiężna tabliczkaPan Jerzy zdołał uzbierać i zgromadzić więcej podobnych materialnych śladów niemieckiej obecności w Górach Sowich. Oto mosiężna przymocowana do blachy stalowej tabliczka z wygrawerowanym napisem: Doktor, inżynier Des. Schatz (nomen omen nazwisko tłumaczy się - Skarb). Fabryka Maszyn i Urządzeń Agregatowych. Zittau. W przetłumaczeniu dalszej części zapisu pomógł nam Grzegorz Czepil. Skrót: „ges. gesch.” - gesetzlich, geschutzt, oznacza - prawnie chroniony. Mówi o tym, że wszystkie części tej maszyny podlegają ochronie jako wzór użytkowy.
Tabliczkę znalazł Paweł Osowski na Soboniu, Jerzy Cera oddał ją do rekonstrukcji Dawidowi Synowcowi. Tłumaczenia napisu z niemieckiego dokonał Dariusz Garba. Tabliczka wiadomo, jest oderwana od jakiegoś urządzenia (maszyny). Mosiężna tabliczkaMoże ktoś się domyśli i podpowie, co to było za urządzenie wyprodukowane w Zittau w czasie wojny i dlaczego znalazło się na Soboniu? Zdaniem Grzegorza Czepila mogła to być maszyna włókiennicza wywieziona przez Niemców do lasu.
I jeszcze o jednej ciekawostce z poszukiwań Jerzego Cery. To znaleziony przez niego także na Soboniu dość spory i ciężki kociołek (sagan). Był przytłoczony zawałem i tak umocowany, że nie szło go poruszyć. Udało się tylko utrwalić go na kliszy fotograficznej. Do czego mógł służyć, można się domyślić. Ale chyba nie do gotowania zupy.
Piszę o tych drobiazgach, prawdziwych reliktach nieodległych przecież czasów wojennych, ale tak mocno zawaluowanych, nie odkrytych, zlekceważonych w najważniejszym okresie tuż po wojnie, piszę z nadzieją, że może jeszcze uda się wydobyć z domowego lamusa jakieś zapomniane, pozostawione ad notam (ku pamięci), porzucone rzeczy z czasów wojny. Mogą one okazać się bardzo ważne, przełomowe, rewelacyjne dla odkrycia tajemnic III Rzeszy w odniesieniu do Gór Sowich. Zakład Usług Turystycznych „Osówka” w Głuszycy chętnie zaopiekuje się takimi znaleziskami, jest nimi zainteresowany sam Jerzy Cera z Krakowa, pracujący intensywnie nad wyjaśnieniem zagadki „Riese” w Górach Sowich.

Stanisław Michalik, „Głos Głuszycy”
Dodany 24-05-2008 przez Admin
Tajemnice kopalni Wałbrzycha!

Mam przed sobą dokument, który przesłał mi interesujący się od lat zagadką Gór Sowich, emerytowany oficer, Józef Piszczek z Wrocławia. Jest to zapis rozmowy z radzieckim uczonym – fizykiem, Grigorijem Nikołajewiczem Frołowem, która miała miejsce pod koniec 1983 roku w Warszawie. Nastąpiło to tuż po konferencji naukowej w Pałacu Kultury. Bodaj przekazywano wtedy reaktor „Maria” innej placówce badawczej związanej z medycyną. Niestety, nie znamy autora relacji, który ukrył się pod kryptonimem J.R. Wiemy, że był osobą zajmującą się niemieckimi badaniami nad bombą atomową w czasie wojny, natomiast do rozmowy doszło dzięki wstawiennictwu prof. Zdzisława Szymańskiego z Instytutu Badań Jądrowych w Świerku, ojca polskiej szkoły teoretycznej fizyki jądrowej z Uniwersytetu Warszawskiego. Prof. Szymański namówił kolegę „po fachu” do tej rozmowy, bo jak twierdził „nikt nie wie tak dużo o niemieckich badaniach naukowych, jak Frołow”.
Czytaj dalej
Dodany 25-04-2008 przez Admin
Będzie droga do granicy!
Droga dojazdowa do przejścia granicznego Głuszyca Górna - Janovicki zostanie utwardzona. W tej sprawie burmistrz Wojciech Durak, porozumiał się już z nadleśnictwem. Teraz nawierzchnia drogi, która prowadzi przez las, jest usypana z kamieni i np. po większym deszczu turyści grzęzną po kolana w błocie. Zupełnie inaczej trasa ta wygląda po czeskiej stronie. Tam już od lat jest ona utwardzona. Władze Głuszycy zapewniają, że już niedługo tak samo będzie u nas.
Miejmy nadzieję, że już w te wakacje uda nam nie tylko przejść ale i przejechać samochodem do naszych południowych sąsiadów przez przejście w Górnej.
Dodany 15-04-2008 przez Admin
Niezwykły wywiad z niezwykłym człowiekiem
Wywiad dla "Głosu Głuszycy".

Moim rozmówcą jest, co stanowi rzecz niezwykłą zważywszy na rangę i znaczenie naszego małego miasteczka, człowiek wielkiej miary, osoba o bogatej, barwnej biografii i ogromnych zasługach dla wolnej i demokratycznej Polski. To nadzwyczaj pomyślne zrządzenie losu, że znalazł się u nas w Głuszycy, że zatrzymał się tutaj na parę dni w zaprzyjaźnionej rodzinie państwa Torbackich i że zgodził się dla naszej skromnej gazety udzielić wywiadu. Jesteśmy mu za to szczerze wdzięczni.
CZYTAJ WIĘCEJ
Dodany 10-04-2008 przez Admin
Horror z Osówki wchodzi do kin
Od 18 kwietnia w kinach w całej Polsce można będzie oglądać film "Pora mroku" Grzegorza Kuczeriszki, który w ubiegłym roku był kręcony w regionie wałbrzyskim. Ekipa nagrywała ujęcia m.in. w Zagórzu Śląskim i w podziemiach Osówki w Głuszycy. Tam filmowcy pozostawili po sobie pamiątkę. W tunelach można zobaczyć narzędzia tortur, które były elementem scenografii. Film opowiada historię młodych ludzi, którzy w opuszczonej fabryce stają się świadkami prowadzonych tam okrutnych doświadczeń. W rolach głównych zobaczymy m.in. Jana Wieczorkowskiego i Karolinę Gorczycę.

Źródło:
SIYA - POLSKA Gazeta Wrocławska
Dodany 26-03-2008 przez Admin
Marek Juszczak naszym „ambasadorem” na G. Śląsku
„to wiatr historii zrobił hecę
za wiatrem w dym pognałem,
tu do Knurowa gdzieś z Głuszycy
przybyłem, zobaczyłem, zostałem…”

Czasami można sądzić, że dobrze się stało, iż górnośląski Knurów przygarnął naszego krajana, Marka Juszczaka, dał mu pracę, mieszkanie, stabilizację. I pozwolił mu czuć się do dziś emigrantem, jak Adam Mickiewicz w Paryżu, wracający wciąż wspomnieniami do „kraju lat dziecinnych, który na zawsze zostanie, piękny i czysty jak pierwsze kochanie”. Nasz głuszycki wieszcz nie tylko tu wraca, pisząc wzruszające wiersze o swoim mieście, ale od paru lat stał się prawdziwym ambasadorem Głuszycy na Górnym Śląsku. CZYTAJ WIĘCEJ
Dodany 05-03-2008 przez Admin
Jubileusz "Głosu Głuszycy"
Głos Głuszycy
Marcowy numer miesięcznika „Głos Głuszycy”, to numer dwunasty, oznacza to, że mamy za sobą okrągłą rocznicę. To oczywiście i dużo i mało. Garstka osób w Redakcji pisma odczuwa coraz bardziej ciężar obowiązków i odpowiedzialności.
Gazeta jest redagowana na zasadzie wolontariatu, czyli całkowicie nieodpłatnie. Niewielkie zyski z reklam z trudem pokrywają koszty papieru i druku. Zamierzamy jednak nadal wydawać gazetę bezpłatnie, bo w ten sposób staje się dostępna dla każdego mieszkańca, także takiego, którego nie stać na jej kupno. Sprzedaż gazety, to dodatkowe formalności z rozliczeniami finansowymi i prowadzeniem księgowości. Możemy tego uniknąć wydając gazetę jako bezpłatny Biuletyn Informacyjny. Ale gazeta musi znaleźć stałego sponsora.
Szansą dla naszej gazety jest przejęcie wydawnictwa w „nowym roku”, tj. od kwietniowego numeru, przez Stowarzyszenie Na Rzecz Rozwoju Doliny Bystrzycy w Głuszycy. Otworzy to możliwości pozyskiwania środków z projektów unijnych, a w konsekwencji wzmocnienia finansowego gazety. Chcemy zadbać o siedzibę Redakcji przy ul. Sienkiewicza 4, przeprowadzić dalsze prace remontowe, wymienić meble i sprzęt, stworzyć warunki do bezpośrednich kontaktów Czytelników z Redakcją.
Na temat gazety spotykamy się z różnymi opiniami. Przeprowadzone badania sondażowe na stronie internetowej Urzędu Miejskiego i „Głosu Głuszycy” wskazały na dwukrotną przewagę opinii pozytywnych nad negatywnymi. Ale w badaniach brała udział niewielka ilość Czytelników. Dostęp do Internetu jest jeszcze w Głuszycy bardzo ograniczony. W kioskach i sklepach, gdzie rozprowadzana jest gazeta znika ona w ciągu kilku godzin. Ma też stałych odbiorców w Bibliotece Miejskiej, Biurze Zakładu Turystycznego „Osówka”, Księgarni. W rozmowach z mieszkańcami miasta znajdujemy zachętę do
dalszego działania. Opinie krytyczne wynikają często z braku orientacji, że nasz Biuletyn, to nie jest „Kurier Głuszycki”, gazeta opozycyjna wobec władz miejskich, zajmująca się sprawami politycznymi, nastawiona głównie na pozyskanie poparcia w wyborach samorządowych. „Głos Głuszycy” postawił sobie zupełnie inne cele. Pisaliśmy o nich w pierwszym numerze gazety i dla przypomnienia warto je jeszcze raz przytoczyć:
„W naszej gazecie chcemy pisać o wszystkim co dotyczy naszego miasta, jego historii i współczesności, jego mieszkańców i problemów powszedniego życia. Otwieramy łamy gazety dla instytucji miejskich, szkół, stowarzyszeń i organizacji, zakładów pracy i indywidualnych pracodawców”.
Na stronie internetowej „Głosu Głuszycy” założonej przez młodego internautę, Sebastiana Linka, czytamy: „Głos Głuszycy służy krzewieniu patriotyzmu, zwłaszcza tzw. patriotyzmu małych ojczyzn, służy budowaniu społeczeństwa obywatelskiego, właściwemu korzystaniu z przywilejów wolności i demokracji. Gazeta jest całkowicie apolityczna i niezależna, sprzyjająca osobom i działaniom bezinteresownym, mającym na celu dobro ogółu”.
Tym zasadom byliśmy i będziemy nadal wierni. Jako miesięcznik redagowany „społecznie” nie jesteśmy w stanie informować na bieżąco o tym, co się w mieście dzieje. Zbieramy jednak informacje ze szkół, placówek kulturalnych, z Urzędu i Biura Rady, zakładów pracy i instytucji publicznych i zamieszczamy je w gazecie obok tematów bardziej ogólnych, przekrojowych, związanych z wydarzeniami kulturalnymi i społecznymi, z historią i rozmowami z przedstawicielami władz samorządowych o najważniejszych dla miasta i gminy problemach.
To nie jest proste i łatwe - wydawać gazetę, począwszy od zgromadzenia materiałów, zredagowania, ułożenia komputerowego, a skończywszy na druku i kolportażu w całej gminie. Dobrze, że wystarcza nam zapału i że chcemy to robić, licząc na dalszą pomoc władz miejskich, osób współpracujących z gazetą, nauczycieli i młodzieży.
W dalszym ciągu poszukujemy ludzi chętnych do współpracy, zwłaszcza wśród młodych, oczywiście na zasadach wolontariatu. Udaje nam się to często, ale w sposób doraźny, a nie stały. Chcielibyśmy poszerzyć skład Zespołu Redakcyjnego. Czekamy na odważnych, ambitnych, młodych entuzjastów. Chodźcie z nami !
Redakcja.

Życzenia Wielkanocne.

Na Wielkanoc życzeń moc
wraz z wiosennym słonkiem,
by wierzbowych bazi kosz
cieszył każdym dzionkiem,
by z tradycji dawnych snuł
barwną epopeję,
a świąteczny polski stół
rozbudził nadzieję,
by zagościł na nim gąszcz
pulchnych bab lukrowych,
by nie brakło w czasie świąt
baranków cukrowych,
a do tego „wiejski raj”
z szynek, kiełbas, jaj…

Z najlepszymi świąteczno-wielkanocnymi życzeniami
mieszkańcom i sympatykom naszej gminy,
dobrego zdrowia, optymizmu i nieustającej wiary -
Redakcja „Głosu Głuszycy”.

Wesołych Świąt
Dodany 27-02-2008 przez Admin
Tajemnicze odkrycie na Osówce
Materiał Faktów TVP Wrocław.
Dodany 18-02-2008 przez Admin
Szkoła nasza!
ZSG

To dobra wiadomość. Zespól Szkół w Głuszycy przy ul. Parkowej jest własnością gminy Głuszyca. Tak zadecydowali radni powiatowi na sesji w dniu „Walentynek”, 14 lutego, kierując się płomiennym uczuciem miłości do gminy znajdującej się w obszarze powiatu wałbrzyskiego. Altruiści powiatowi byli w tej materii jednomyślni. Po co im szkoła, do prowadzenia której trzeba jeszcze dokładać. Powiat jest stworzony do lepszych celów, a ponieważ władze Głuszycy nie mając innego wyboru, zgodziły się przejąć prowadzenie szkoły wraz z budynkiem i całym majątkiem, to sprawa była jasna - oddajemy szkołę i kłopot z głowy. To słowo - oddajemy - jest w całej rozciągłości właściwe. Szkoła była utworzona w 1960 r. w budynku stanowiącym własność ZPB „Piast” w Głuszycy. Jako szkoła przyzakładowa przez wiele lat była utrzymywana i wspierana z pieniędzy zakładowych. To z funduszów ZPB „Piast” dokonano zakupu pomocy naukowych, mebli i sprzętu, dostarczano energię elektryczną, ogrzewanie, telefon, gaz, wodę, fundowano wycieczki szkolne, nagrody, wykonywano prace remontowe. Przez cały ten kilkudziesięcioletni czas szkoła włókiennicza była traktowana przez załogę „Piasta” jak swoja. Bo była to nasza szkoła, dla naszej młodzieży. Jej mury opuściło tysiące młodych absolwentów, najpierw tylko szkoły zasadniczej, potem technikum, nie licząc średnich studiów dla pracujących i różnych kursów. Dokładniej, to jest ponad 4500, w tym 3076 z egzaminem maturalnym. 60 % z nich, jak wskazują badania monitoringowe, podjęło studia wyższe i uzyskało tytuły naukowe. Wielu z nich mieszka i pracuje w Głuszycy. Dla nich, a także dla tych, którzy rozjechali się po świecie, szkoła jest skarbem drogocennym, bo wiąże się ze wspomnieniami z lat młodości.

To w wyniku reformy powiatowej w 1998 roku szkoła przeszła na własność nowo utworzonego powiatu wałbrzyskiego. Upadek przemysłu włókienniczego w mieście i w najbliższym otoczeniu, bo przecież szkoła była kuźnią kadr i dla Wałbrzycha, i Walimia, i Mieroszowa, i nawet Nowej Rudy, spowodował zmianę kierunków kształcenia. Szkoła kształciła uczniów w zawodach budowlanych (murarz, malarz, tapeciarz, stolarz), w specjalnościach handlowych (sprzedawca, magazynier, gastronom) i wiele innych. Od 1992 roku szkoła funkcjonuje jako Zespół Szkół składający się z liceum ogólnokształcącego, liceum zawodowego, technikum dla młodzieży i technikum na podbudowie szkoły zasadniczej.
Corocznie w porozumieniu z Urzędem Miejskim i Urzędem Pracy w Głuszycy uzgadniane są kierunki kształcenia, uwzględniające największe zapotrzebowanie na lokalnym rynku pracy. Szkoła współpracuje z 15 placówkami w mieście i okolicy, zapewniając uczniom realizację zajęć praktycznych.
Szkoła posiada 11 klas lekcyjnych, dwie bardzo dobrze wyposażone pracownie komputerowe i dwie multimedialne z pełnym dostępem do internetu. Wszystkie komputery (40 szt.), projektory (2 szt.), drukarki laserowe (3 szt.), laptopy (4 szt.) szkoła pozyskała w ramach realizacji projektów unijnych. Szkoła posiada również 10 innych komputerów, 2 kserokopiarki, telewizory, odtwarzacze dvd i inny sprzęt audiowizualny, co stwarza dobre warunki do kształcenia młodzieży zgodnie z postępem cywilizacyjnym.
Atutem szkoły jest nowoczesne zaplecze do kształcenia w kierunku gastronomicznym, skutkiem czego od trzech lat organizowane są tu egzaminy zawodowe z ramienia Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej we Wrocławiu. Z grona pedagogicznego szkoły uczestniczy w nich 6 nauczycieli z uprawnieniami egzaminatorów maturalnych i 5 nauczycieli do praktycznych egzaminów zawodowych.
Szkoła odgrywa ważną rolę w środowisku lokalnym. Przede wszystkim - zapewnia naukę młodzieży z rodzin najuboższych, których nie stać na ponoszenie kosztów dojazdu do szkoły poza miejscem zamieszkania. Ważną jest także współpraca szkoły z instytucjami i organizacjami w mieście realizującymi zadania wychowawcze i profilaktyczne związane z alkoholizmem, narkomanią, agresją. W szkole bardzo popularną jest idea wolontariatu, udzielanie pomocy dzieciom z rodzin najuboższych, włączanie się do akcji charytatywnych, m. in. zbiórki żywności organizowanej przez wałbrzyski Bank Żywności.
Dobrze więc się stało, że na ratunek szkole pośpieszyły władze miejskie - burmistrz miasta, przewodniczący wraz z całą Radą Miejską. Zgodzili się przejąć szkołę na garnuszek gminy. To będzie dodatkowy wydatek z gminnego budżetu rzędu 200-300 tyś. zł. rocznie. Ale miasto odzyskało szkołę z pięknymi tradycjami, szkołę nowoczesną, nieźle urządzoną, pięknie położoną w parku z starodrzewem, obiekt wart parę milionów złotych.
Teraz miasto zadecyduje o kierunkach rozwoju szkoły. Ogromnie wiele zależeć będzie od zaangażowania i operatywności dyrektora i grona pedagogicznego, aby zachęcić jak najwięcej gimnazjalistów do kontynuowania nauki we własnej szkole, tu na miejscu w Głuszycy. Ma to swoje dobre i złe strony, ale przewaga tych dobrych jest niepodważalna. Świadczą o tym pozytywne wyniki egzaminów maturalnych i zawodowych w głuszyckim Zespole Szkół, jedne z najlepszych w regionie wałbrzyskim.
Trzeba zdementować fałszywą opinię o szkole, że odbiega daleko od poziomu nauczania w liceach wałbrzyskich. To jest złośliwa etykieta nie mająca żadnych podstaw w obecnie niezwykle skrupulatnych i porównywalnych badaniach wyników nauczania w szkołach ponadgimnazjalnych.
Szkoła głuszyca ma swój jedyny, niepowtarzalny mikroklimat. Tworzy sympatyczną, domową atmosferę, odbiegającą od typowych szkół molochów w dużym Wałbrzychu. Tu uczeń nie jest anonimowy, jest podmiotem , a nie przedmiotem, a profesor w tej szkole jest przyjacielem, prawdziwym wychowawcą i opiekunem. Potwierdzają to liczni byli uczniowie i nauczyciele tej szkoły. Przejęcie szkoły przez miasto daje jej poczucie stabilizacji, gwarancję że nie pojawią się znów „reformatorzy”, którzy dla ratowania szkół w Wałbrzychu, zdecydują o zniszczeniu dorobku kilku pokoleń społeczników w małej Głuszycy.

Stanisław Michalik, „Głos Głuszycy”
Dodany 18-02-2008 przez Admin

<< Wstecz 1 2 3 4 5 6 Następne >>

Content Management Powered by CuteNews