23 sierpnia będzie o nas w TVP1. Zagłosuj!
Cykl reportaży jest ściśle powiązany z przewidzianym na jesień tego roku finałem konkursu Polska Pięknieje - 7 Cudów Funduszy Europejskich organizowanego przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. Przypomnijmy, że projekt Gminy Głuszyca ,,Kreowanie i promocja transgranicznego produktu turystycznego - strefa MTB" został nominowany jako jeden z trzech w kategorii ,,Produkt promocyjny" we wspomnianym konkursie. Czy wygra, zależy od głosów Internatów.

Swój głos na głuszyckie trasy MTB będzie można oddać na stronie internetowej www.polska-pieknieje.eu. przez 30 dni od emisji programu w TVP 1.

Żródło: gluszyca.pl

Poniżej filmik, który został wyemitowany 23.08.2010 w TVP1.

0 Komentarze
Dodany 21-08-2010 przez Admin
Wycieczka z Centrum Kultury
19 lipca2010r. dzieci z naszej świetlicy biorące udział w półkolonii, organizowanej przy Centrum Kultury w Głuszycy wzięły udział w wycieczce krajoznawczej po Kotlinie Kłodzkiej.
Zainteresowanie było ogromne. Dzieci pojechały najpierw do kopalni złota w Złotym Stoku, gdzie mogły poznać historię wydobycia tego drogiego kruszcu na terenie Złotego Stoku i okolic wspaniale przekazaną przez miejscowych przewodników. Na terenie kopalni czekało na dzieci wiele wyjątkowych atrakcji, takich jak: magazyn ze złotem, laboratorium alchemika, chodnik śmierci zakończony podziemną zjeżdżalnią, najwyższy w Polsce podziemny wodospad, a także przejazd podziemnym pomarańczowym tramwajem gdzie na końcowej stacji można było sobie wybić pamiątkową złotą monetę czy też uzyskać certyfikat obecności na złotym papierze. Po szaleństwie zakupów przy kramach z pamiątkami wycieczka prowadziła dalej malowniczą krętą drogą przecinającą góry Złote na Jaworowej Przełęczy do najstarszego na ziemi kłodzkiej uzdrowiska Lądek Zdrój. Z Lądka wycieczka skierowała się do dawnego malowniczego i bajkowego uzdrowiska Międzygórze, gdzie na dzieci czekał obiad w pensjonacie „Nad Wodospadem”. Piękne górskie uzdrowisko wybudowane przez Królewnę Niderlandzką Mariannę Orańską w Stylu Tyrolskim posiada jedyny w swoim rodzaju układ architektoniczny w Polsce, gdzie z 24metrowej skalnej kaskady spada jeden z największych sudeckich wodospadów – wodospad Wilczki. Ostatnim punktem wycieczki było zwiedzanie ogrodu bajek znajdującego się na zboczach Czarnej Góry w Masywie Śnieżnika. Postacie z bajek i baśni dla dzieci, źródełka, domki fascynowały swoją oryginalnością i formą. Wspólne zdjęcia wróżby i czytanie wielu ciekawych sentencji i przysłów powodowało fantastyczne przeniesienie się w krainę 101 baśni. Na tym bajkowym akcencie zwiedzanie dobiegło końca i wycieczka wróciła do Głuszycy.
Za zorganizowanie wycieczki serdecznie dziękujemy organizatorom i sponsorom. Wycieczkę sponsorował zakład Toyota Manufacturing Motor Poland Wałbrzych w ramach projektu „Pomoc z Toyoty”. Projekt ten został rozpisany i zrealizowany przez p. Mariusza Wojciechowskiego, przewodnika sudeckiego i członka rady Sołeckiej w Głuszycy Górnej, oraz wolontariuszy z Toyoty, którzy czuwali nad bezpieczeństwem dzieci. Środki finansowe przekazała również nasza Rada Sołecka i Centrum Kultury. Wszystkim serdecznie dziękujemy i mamy nadzieję, że takich wycieczek dla dzieci będzie coraz więcej.


Instruktor Kulturalno- Oświatowy
Joanna Burchardt
0 Komentarze
Dodany 26-07-2010 przez Admin
Noc Świętojańska - relacja
Serdecznie dziękuje wszystkim za udział w drugim nocnym wejściu na Wielką Sowę w „Noc Świętojańską” zwaną również „Nocą Kupały” lub „Kupałnocką”. Nasze koło po raz drugi postanowiło właśnie tą noc spędzić na dachu Gór Sowich, w cieniu rozświetlonej wieży. Ładna pogoda, dobre nastroje i tajemniczość nocy świętojańskiej uczyniły wyprawę nader tajemniczą. Tradycyjnie wycieczkę rozpoczęliśmy z ul. T. Kościuszki skąd przeszliśmy do kompleksu Osówka gdzie zrobiliśmy pierwszy odpoczynek i podzieliliśmy się na dwie grupy. Pierwsi wyruszyli panowie przygotować ognisko , reszta grupy za nimi, następna przerwa na Przełęczy Sokolej. Zbierając siły na ostatnie podejście do schroniska Sowa tam przerwa na ciepłą herbatkę i o 23 byliśmy już pod wieżą gdzie czekało już na nas rozpalone ognisko.

Rozpoczęliśmy ucztę pieczenia kiełbasek. O 24:00 dziewczyny rozpoczęły poszukiwanie kwiatu paproci i jak się okazało wcale nie trudno było go odnaleźć. Dotarła do nas też grupa przewodników z Wrocławia. Czas upływał szybko na rozmowach i opowiadaniach. Przed świtem zaczęliśmy schodzić z Wielkiej Sowy. Wczesnym rankiem trochę zmęczeni ale w dobrym nastroju dotarliśmy do Głuszycy.
Mam nadzieję, że za rok znowu powtórzymy wejście na Wielka Sowę, już dziś serdecznie zapraszam.


Prezes Koła PTTK „Zdobywcy”
Przewodnik Sudecki
Mariusz Wojciechowski
Dodany 24-06-2010 przez Admin
Natrafili na pozostałości ambulatorium Wehrmachtu lub SS
W trakcie wykopalisk prowadzonych przy podziemnym kompleksie Osówka, odnaleziono duże ilości pojemników po lekarstwach z okresu II wojny światowej.

Wiedza na temat tajemniczego, podziemnego kompleksu Osówka w Górach Sowich została poszerzona. Odkryto bowiem miejsce, gdzie w czasie II wojny światowej, prawdopodobnie funkcjonowało ambulatorium Wehrmachtu lub SS. Świadczą o tym wykopane z ziemi duże ilości pojemników po lekarstwach. W czasie wojny był to towar deficytowy, dostępny głównie dla wojska. Opieką medyczną, pracujących niewolniczo przy drążeniu podziemi więźniów nikt nie zawracał sobie głowy.
– Wykopaliska prowadziliśmy kilkaset metrów od centrum turystycznego działającego przy podziemiach – wyjaśnia Zdzisław Łazanowski, kierownik kompleksu turystycznego Osówka. – Mamy niepełne informacje o tym, że w czasie wojny były tu baraki dla oficerów Wehrmachtu lub SS. Szczegóły nie są nam jednak znane.
W trakcie wykopalisk prowadzonych w pobliżu podziemi natrafiono również na kilka misek więźniarskich. Po oczyszczeniu i zakonserwowaniu, eksponaty zostaną wyeksponowane w gablotach obok wcześniej odnalezionych przedmiotów. Osówka jest jednym z największych obiektów kompleksu Riese (Olbrzym), który hitlerowcy budowali w Górach Sowich oraz pod zamkiem Książ. Jego przeznaczenie nie jest znane do dziś. Według większości historyków, w podziemiach miała być ulokowana potężna fabryka zbrojeniowa. Miano w niej produkować między innymi: samoloty odrzutowe Me-262, pociski V1 lub V2. Coraz częściej pojawiają się również teorie o tym, że w podziemiach miała być prowadzona produkcja wunderwaffe (cudownej broni). Mówi się o bombie atomowej, a nawet... latających spodkach V7.

Źródło: Polska Gazeta Wrocławska
Artur Szałkowski
Dodany 23-06-2010 przez Admin
Majówka na Zamku Czocha
Ostatni dzień majówki 2010, postanowiliśmy spędzić turystycznie, uciekając od grillowanych potraw, oraz rządni nowych przeżyć duchowych wyruszyliśmy na podbój tajemniczego zamku Czocha w Leśnej. Wyjechaliśmy z Głuszycy o 8:00 rano z niepokojem zerkając w niebo okazało się ze aura była dla nas dość łaskawa i oszczędziła nam opadów deszczu podczas zwiedzania.

Transport zapewnił nam P. Nitecki, za usługę serdecznie dziękujemy. Wygodny BUS wyposażony w odtwarzacz DVD pozwalał odetchnąć przewodnikowi, a podróżujący mogli odetchnąć od słuchania opowieści Mariusza – prezesa naszego koła i przewodnika wycieczki.
Oprócz członków naszego kola w wycieczce wzięli udział również osoby niezrzeszone w kole PTTK „Zdobywcy”, może to będzie początek naszych wspólnych wypraw część już się zadeklarowała na następną imprezę organizowaną przez nasze koło w czerwcu.


Z Głuszycy pojechaliśmy przez Świebodzice, Bolków, Jelenią Górę do Leśnej, gdzie nad zalewem na rzece Kwisa góruje potężna średniowieczna warownia, z wieloma przez wieki napisanymi, ciekawymi historiami, zamaskowanymi tajemniczymi przejściami, natomiast z wieży widokowej rozciąga się piękna panorama Jeziora Leśniańskiego. Zamek zachwyca wieloma ciekawostkami zarówno tymi z średniowiecza jak i tymi z całkiem niedawnej przeszłości, tak, więc na pewno warto zapoznać się bliżej z historią tego obiektu.


Z zamku pojechaliśmy do Jeleniej Góry, gdzie zwiedziliśmy rynek i kościół św. Erazma i Pankracego, niestety wnętrze tylko przez kratę. Po przerwie na zwiedzanie restauracji w J. Górze, w celu uzupełnienia kalorii, pojechaliśmy zwiedzać Europejską Perłę Baroku Zespołu pocysterskiego w Krzeszowie. Gdzie poznaliśmy malowidła największych śląskich malarzy i rzeźbiarzy monumentalnej architektury wykorzystującej wszystkie środki wyrazu sztuki baroku. Kierownictwo robót powierzono klasztornemu budowniczemu Antoniemu Jentschowi. Z Pragi przybył słynny rzeźbiarz Ferdynand Maksymilian Brokoff, po którego śmierci osiadł na stałe w Krzeszowie jego uczeń Antoni Dorasil. Działał tu również wrocławski rzeźbiarz Jan Gode. Nazywany śląskim Rembrantem uczeń samego mistrza Michał Willmann stworzył niepowtarzalne obrazy i freski. Malarstwo monumentalne zrealizował wnuk i uczeń Willmanna – Jerzy Wilhelm Neunhertz, natomiast malarstwo sztalugowe – poza sprowadzonym do Krzeszowa Piotrem Brandlem – Feliks Antoni Scheffler.


mauzoleum Piastów władców Księstwa Świdnicko – Jaworskiego i fundatorów opactwa. Najodważniejsi zdobyli położony na wysokości 40m taras widokowy na wieży kościoła pw. Wniebowzięcia NMP.


Do domu wróciliśmy po godz. 18. Mile spędzony czas, nowe ciekawe informacje zdobyte podczas wycieczki, sprawiły, że kolejny majowy weekend został spędzony we właściwy sposób.


Następna impreza zapisana w naszym kalendarzu to nocne wejście na Wielka Sowę w „Noc Kupały” 19/20 czerwca. Serdecznie zapraszamy szczególnie Panny i Kawalerów „kupałowe” wróżby się spełniają, a może nawet kwiat paproci uda nam się odnaleźć.

Serdecznie pozdrawiamy.

Zarząd koła PTTK „Zdobywcy”
Dodany 06-05-2010 przez Admin
Rajd „Marzanna 2010”
A jednak, rajd marzanna zaplanowany na 20.03.10r. z powodu dużej warstwy zalegającego śniegu na szlakach musieliśmy odwołać, ale pogoda rządzi się swoimi prawami i w przeciągu ubiegłego tygodnia wysokie temperatury za dnia i w nocy umożliwiły nam powitanie wiosny w turystyczny sposób. Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy przy stacji PKP w Głuszycy Górnej w niedzielę 28.03 o godz. 10:15, napełnieni niezbyt optymistycznymi wiadomościami z magazynów pogodowych ruszyliśmy w stronę Łomnicy. Po drodze poznawaliśmy historię Głuszycy Górnej i Łomnicy zarówno tą bardzo dawną jak i tą najnowszą. W Łomnicy po raz pierwszy złapał nas niewielki deszcz, ale z uśmiechem na twarzy zmierzaliśmy dalej ku wyłaniającej się ponad osadą Trzy Strugi – Waligóry. Chmury deszczowe szybko się oddaliły i na zboczach Gomulnika spacerowaliśmy już w promieniach słońca, a krótkie, ale strome podejście rozgrzało nas wewnętrznie. Po drodze wspominaliśmy naszą pierwszą marzannę w zeszłym roku. Po 2,5 h marszu dotarliśmy do schroniska „Andrzejówka” przy ciepłej herbatce obejrzeliśmy prezentację multimedialną z wieży na Ruprechtyckim Spicaku, oraz zdjęcia wycieczek po Górach Kamiennych. Po sesji zdjęciowej z Liczyrzepą w schronisku poszliśmy przygotować ognisko, organizacja poszła szybko i sprawnie, panie zajęły się przygotowaniem kiełbasek panowie rozpaleniem ogniska i zabezpieczeniem drewna. I tak rozpoczęliśmy miłą dla ciała ucztę.
Pogoda nam dopisywała w dalszym ciągu świeciło dla nas słońce, postanowiliśmy zrobić coś pożytecznego i wysprzątaliśmy teren wokół paleniska gdzie porozrzucane były śmieci po poprzednich biesiadnikach. Po odpoczynku i naładowaniu akumulatorów ruszyliśmy powitać wiosnę po czeskiej stronie zdobywając Ruprechticky Spicak. Nie wszystkim udało się zdobyć oblodzony szczyt, ale tym, którym udało się zdobyć szczyt 880m.npm w nagrodę pokazała się wysoka na 32metry stalowa wieża widokowa, z której mogliśmy podziwiać piękne panoramy, od Karkonoszy ze Śnieżką, Góry Sowie, Masyw Śnieżnika, Góry Stołowe. Widać było część Głuszycy, Ruprechtice i Broumow.

Swoją obecność zapisaliśmy wpisując się do książki gości znajdującej się na szczycie. Zejście oblodzonym zboczem okazało się równie trudne jak wejście, nie obyło się bez ciekawych fikołków i upadków, na szczęście nie szkodliwych. Dalej ruszyliśmy w kierunku osady Radosna, gdzie zwiedzaliśmy stary cmentarz poznając jego mroczną historię. Zbliżając się do Łomnicy po raz drugi przywitał nas deszcz tak, więc szybko zmierzaliśmy na łowisko gdzie przewidziane było zakończenie rajdu. W ciepłej sali przy ciepłej herbacie zrobiliśmy krótkie podsumowanie rajdu, udało nam się w końcu ustalić nazwę naszego kółka, które od dziś nosi dumną nazwę „ZDOBYWCY”. Podjęliśmy również decyzję odnośnie majowej wycieczki autokarowej, która odbędzie się 3.05.2010r. do zamku Czocha. Pierwsza wyprawa w góry w tym roku zaliczona, zapraszamy wszystkich chętnych do wędrowania razem z nami wkrótce następne wędrówki.
Zapraszam do galerii www.karus-troter.cba.pl
Dziękuję wszystkim uczestnikom za miłą atmosferę i wspaniała zabawę. Pozdrawiam serdecznie.



Prezes Koła PTTK „Zdobywcy”
Przewodnik Sudecki
Mariusz Wojciechowski


(tekst autorski) - Administrator nie ponosi odpowiedzialności za rzetelność i ewentualne błędy w treści
Dodany 06-04-2010 przez Admin
Wesołych Świąt


Przed nami Wielkanoc, piękne, wzruszające Święta nadziei i optymizmu jakie przynosi ze sobą pamięć o Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, o Jego zwycięstwie nad siłami przemocy i zła. W naszej polskiej tradycji Święta Wielkanocne mają szczególny urok, nieznany w innych krajach. Niegdzie nie urządza się tak pięknego stołu na rodzinne śniadanie wielkanocne, nie hołduje starym zwyczajom jak prześliczne pisanki, wielkanocne baby lub mazurki, poniedziałkowy śmigus dyngus. Piękna jest nasza Wielkanoc, w tym roku szczególnie chwytająca za serce, bo tak długo oczekiwana w ciągu wyjątkowo długiej zimy. Cieszmy się z Wielkanocy, z wiosennego słońca, z dobroci i miłości jaka nas otacza w te dni.


Z okazji Wielkanocy
świąteczny koszyk życzeń
wszystkim naszym Czytelnikom,
by pamiątka Zmartwychwstania Pańskiego
dodała sił w przezwyciężaniu
codziennych trosk i kłopotów:

żeby śmiały się pisanki,
słodkie cukrowe baranki,
żeby wzrok cieszyły baby
staropolskich ciast powaby,
by zagościł „wiejski raj”
z szynek, kiełbas, jaj,
by blaskiem świeciły oczy
od uroków Wielkanocy,
a święta się tak udały,
że trwać będą przez rok cały …

Wszystkiego najlepszego naszym Czytelnikom
oraz wszystkim mieszkańcom gminy
życzy
Redakcja „Głosu Głuszycy”


Najserdeczniejsze życzenia
miłych, serdecznych i dostatnich
Świąt Wielkanocnych
mieszkańcom naszego miasta i gminy
oraz wszystkim Rodakom w kraju i za granicą

składają
Burmistrz Miasta Wojciech Durak
Przewodniczący Rady Miejskiej Jan Chmura
Radni Rady Miejskiej Głuszycy
Dodany 26-03-2010 przez Admin
Nasze miasto – nasz dom
1. Powrót do rodziny zastępczej

Z promocją nowej książki, „Raport Wilczura”, przybył do Głuszycy jej autor, profesor Jacek Wilczur z Warszawy. Spotkanie autorskie miało miejsce w niedzielę 14 marca b. r. w obiekcie obsługi ruchu turystycznego przy podziemiach Osówki. Salka wypełniła się po brzegi: dorośli, młodzież, członkowie stowarzyszeń zajmujących się odkrywaniem tajemnic Gór Sowich. Niezwykły gość, jeden z pierwszych odkrywców i badaczy podziemi w masywie Włodarza, dr Jacek Wilczur, rozpoczął spotkanie od wspomnień z początków swej kariery zawodowej. Działo się to właśnie tutaj, na Dolnym Śląsku, w latach sześćdziesiątych. Jako pracownik naukowy Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich, zajmował się badaniem kompleksu „Riese” w Górach Sowich. Jak sam powiada, zdarł niejedne buty przemierzając podziemne korytarze tajemniczej inwestycji wojskowej III Rzeszy. To co dało się odkryć i zobaczyć przeszło najśmielsze oczekiwania. Ogrom tej nie do końca rozpoznanej, zagadkowej zbrojowni, utkwił na zawsze w jego pamięci. Jest to więź i mentalna, i emocjonalna. Profesor Wilczur określił ją dzisiaj po tylu latach, że czuje się jakby powrócił do rodziny zastępczej.

Najnowsza pozycja serii Militarne Sekrety Wydawnictwa Technol z Krakowa , „Raport Wilczura- Tropem Skarbów, Schowków i Zbrodniarzy Wojennych”, to pasjonująca książka wzięta z osobistych przeżyć i doznań jednego z najmłodszych żołnierzy Zgrupowań Partyzanckich Kedywu Armii Krajowej w okręgu „Jodła” pod dowództwem Jana Piwnika - „Ponurego” w Górach Świętokrzyskich.

Dwukrotnie ranny w walkach z Niemcami, dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, dwukrotnie osadzony i skazany na karę śmierci, odbity z więzienia tuż przed egzekucją - Jacek Edward Wilczur, historyk, prawnik, politolog, specjalista w zakresie niemcoznawstwa, dziejów Ukrainy i Litwy w latach II wojny światowej, o swojej książce mówi, że jej ukazanie się, to tylko i wyłącznie zasługa niezwykłej odwagi wydawcy. Wprawdzie nie ma już cenzury, ale pozostał strach przed prawdą, a strach okazuje się nie gorszym parasolem ochronnym, niż dawny aparat cenzury. Hańbą dla słowa nauka jest to, że z każdą zmieniającą się ekipą rządzącą zmienia się interpretacja faktów historycznych
Profesor J. Wilczur w gorzkich słowach ocenił traktowanie prac Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce jak piąte koło u wozu. A przecież jest to sprawa wagi państwowej – dotarcie do prawdy, odsłonięcie utajnionych mechanizmów zbrodni na narodzie polskim w czasie II wojny światowej. To jest sprawa narodu, a nie zmieniających się jak w kalejdoskopie polityków, rządów, prezydentów.
W skład zespołu, któremu profesor przewodniczy wchodzą najlepsi znawcy tematu, badacze, specjaliści. Ich zadaniem jest oddzielenie prawdy od fałszu, tak jak w durszlaku. Plonem badań są książki, artykuły, raporty naukowe, bibliografia.
Sam profesor jest autorem wielu książek i opracowań naukowych. Opublikował w kraju i za granicą ponad 500 artykułów dotyczących zbrodni wojennych Niemiec Hitlerowskich i UPA na Ukrainie. Do najważniejszych jego książek należą: „Śmiertelny sojusz Hitler – Mussolini”, „Do nieba nie można od razu”, „Anglosasi nie jesteście Aryjczykami”, „Ścigałem „Iwana Groźnego – Demianiuka”.
Najnowsza książka J. Wilczura, to trzymający w napięciu raport z poszukiwań Bursztynowej Komnaty, tuszowania prawdy, zacierania śladów, usuwania świadków, raport z osobistych przeżyć niezwykłego człowieka, który pragnie pozostawić po sobie plon swych osobistych dociekań.
Prof. Wilczur stwierdził, że kompleks militarny „Riese” pozostanie jeszcze na długo tajemnicą, a to co udało się dotąd odkryć, to tylko surogat gigantycznej, niemieckiej inwestycji. „Olbrzym” stanowił zresztą tylko jeden z elementów rozległego planu budowy kompleksowego zaplecza militarno-wojskowego obejmującego cały Dolny Śląsk. Naukowcy z Głównej Komisji poszukiwali wszelkiego rodzaju śladów materialnych i pisanych, materiałów źródłowych, archiwaliów, by udokumentować zbrodniczą działalność hitlerowców. Niestety, wcześniej zrobili to sowieci, zrabowali i wywieźli wszystko, co stanowiło jakąkolwiek wartość. Robili to przez wiele lat po wojnie. Demontowali szyny, mosty, fabryki, grabili dobra kultury. Czuli się zupełnie bezkarnie. To się działo pod skrzydłami władzy, nazwijmy to umownie – polskiej. Dlatego tak trudno jest odkryć i udokumentować prawdę. Podobnych jak w podziemiach Gór Sowich, zagadkowych, niewyjaśnionych, zdumiewających historii mamy jeszcze krocie. Od wojny minęło już sporo czasu, ale to nie znaczy, że powinniśmy dać sobie spokój i zaniechać dalszych poszukiwań i badań. To bardzo dobrze, że pojawiają się wciąż nowi, młodzi ludzie, którzy próbują iść tym tropem, pasjonują się odkrywaniem tajemnic wojennych w Górach Sowich i na całym Dolnym Śląsku.

2, Miedzianka – Gułag koło Marciszowa ! ! !

Okazuje się, że nasz region jest naszpikowany tajemniczymi miejscami jak rodzynki w cieście. Chłonnym ciekawostek i paradoksów Czytelnikom podsunę teraz głośny ostatnio temat, który zdumiewa i intryguje nie mniej niż Tajemnicze Podziemne Miasto w Głuszycy. Mowa o miasteczku widmo - Miedziance, miejscowości znanej przed wojną jako najmniejsze i najwyżej położone miasteczko Rzeszy, Kupferberg.
Jadąc pociągiem z Jeleniej Góry do Wałbrzycha można dostrzec w pobliżu Marciszowa w gęstwinie leśnej wieżę kościoła z nieczynnym zegarem. To właśnie tu na Miedzianej Górze (420 m. npm.), w obecnej gminie Janowice Wielkie było miasto przed i po wojnie, po którym dzisiaj nie ma śladu. Z cudem ocalałej w dokumentach pokopalnianych starej mapki można się dowiedzieć, że pod Miedzianką jest więcej korytarzy, tuneli i sztolni, niż wydaje się wszystkim poszukiwaczom skarbów i przygód razem wziętych. Skąd się wzięły te podziemne labirynty, co się stało, że na miejscu dawnego miasteczka rosną dzisiaj jedynie bujne trawy, drzewa i krzewy?
W 1945 roku małe, pulsujące życiem poniemieckie miasteczko otrzymało nazwę Miedzianka.. Od 1949 roku było to miast górników. Nocą i dniem pracowali oni pod ziemią, ale nikt im nie mówił co kopią. Plotka głosiła, że wydobywają rudy miedzi, srebra i złota. To było prześliczne miasto, najpiękniejsze na Śląsku. Najstarsi ludzie, ci co pamiętają Kupferberg mówią, że najpiękniejsze na świecie. Niewielki rynek otaczały kamieniczki z podcieniami, na środku tryskała wodą rzeźbiona w kamieniu fontanna. Nocą odbijały się w niej światła gazowych latarni. Były w tym miasteczku dwa kina, dwa kościoły, dom kultury, apteka, sklepy kolonialne, restauracja, dwa bary, jadłodajnia górnicza, kawiarenki, hotele, punkty usługowe, słowem wszystko co potrzebne do życia.. W 1967 roku żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego wysadzili w powietrze zabudowania kościoła ewangelickiego. Świadkowie tego zdarzenia mówią, że widzieli jak kościół poleciał do nieba. Pod koniec lat sześćdziesiątych kontynuowano ewakuację i wyburzanie Miedzianki. Na początku siedemdziesiątych miejscowość opustoszała do reszty, pozostało po niej kilka bezładnie rozrzuconych domów, a w gąszczu krzaków wspomniany już kościół katolicki. Co spowodowało śmierć miasta? Jak to możliwe, że coś takiego mogło się wydarzyć w cywilizowanym państwie, nieopodal turystycznej Mekki Dolnego Śląska, Jeleniej Góry, w atrakcyjnej krajobrazowo okolicy Rudaw Janowickich.
Okazuje się, że przekleństwem miasteczka stało się to, co odkryli zwycięzcy sołdaci w głębi ziemi, w sztolniach nieczynnej poniemieckiej kopalni. A był to uran, rzecz bezcenna dla Radzieckiej Armii. Zaraz po wojnie ruszyła kopalnia uranu. Z różnych stron Polski, głównie ze wschodu, napływali ochotnicy do pracy. Rygor wojskowy nie przeszkadzał, bo radzieccy włodarze zapewniali niezłą płacę i rozrywkę. Nikt nie straszył skutkami bliskiego kontaktu z rudą uranu. One dały o sobie znać po kilku latach. Gdy możliwości eksploatacyjne stały się mniej korzystne, a trudne warunki pracy kończyły się nieuchronnie dla górników rakiem płuc, gruźlicą, pylicą, trzeba było jak najszybciej zakończyć wydobycie. Proces stopniowej likwidacji rozpoczął się już w roku 1953. Należało pozacierać wszelkie ślady. Najlepiej wyeksmitować ludność, zrównać miasto z ziemią.
Kto ostatecznie wydał wyrok na miasto, można się tylko domyślić. Wiadomo że UB i NKWD w czasach stalinowskich to był faktyczny, współpracujący ze sobą aparat władzy w Polsce. Ale miasto umarło dopiero na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Czy chodziło tylko i wyłącznie o ochronę ludzi przed skażeniem popromiennym? A może właśnie ukrycie prawdy o nieludzkiej eksploatacji złóż uranowych przez wschodniego sojusznika, zatarcie faktycznych skutków tej mistyfikacji. Mówił o tym na spotkaniu pod Osówką profesor Wilczur, wskazując na liczne dowody utajnionej ingerencji osób zainteresowanych zacieraniem śladów przestępczej działalności wojskowej. To symptomatyczne jak obydwie historie – podziemi Włodarza i Miedzianej Góry ze sobą się splatają.
„Gułag – Miedzianka”, tak zatytułował swój reportaż Michał Bońko na stronie internetowej „Forum Karpackich”. Cytuję znamienny fragment tego reportażu:
„To było miasto jak ze snu – mówi z zachwytem Irena Kamińska, przewodnicząca Gminnej Rady Narodowej w latach 1966 – 72, wicewojewodzina jeleniogórska w latach 1975-81, mieszkanka Janowic Wielkich. Niejedno miasto widziałam, ale każde z nich było gorsze, brzydsze, mniej rodzinne od Miedzianki. Tu o każdej porze dnia i o każdej porze roku było lepiej niż gdzie indziej.
Miasto jak ze snu było dla wielu osób miastem dzieciństwa. Tu chodziłem do szkoły, do kościoła, do sklepów, do fryzjera i do kawiarni, mówi Aleksander Królikowski, mieszkaniec Miedzianki. Na własne oczy widziałem sztolnie i górników uranowych. Widziałem jak po drabinach schodzili w dół i osrebrzeni powracali na powierzchnię. Potem widziałem jak to miasto wysadzali dynamitem w powietrze. To nie byli Rosjanie, to już byli na sowieckich służbach Polacy.”
Do dziś zachował się duży kościół, do którego zjeżdżają co niedziela ludzie z najbliższej okolicy, kilka domów „z odzysku”, których nie udało się do reszty unicestwić i pokaźna ilość zarośniętych włazów podziemnych. To jest raj dla poszukiwaczy skarbów, odkrywców tajemnic, ale być może także dla zwykłych ciekawskich, pobudzonych coraz to liczniejszymi publikacjami o miasteczku na którym tak sromotnie zaciążyło „uranowe przekleństwo”.

O zdumiewających losach Miedzianki czytamy w przejmującym artykule „Polityki” nr 41 znanego już nam dziennikarza Filipa Springera, który odwiedził naszą Redakcję w połowie października 2007 roku w poszukiwaniu śladów Olgi Tokarczuk (pisaliśmy o tym w numerze styczniowym 2008 roku). Artykuł nosi tytuł – „Nie ma już miasteczka”. Znajdziemy w nim więcej szczegółów, a także wzruszające refleksje byłych mieszkańców niemieckiego Kupferberga i radziecko-polskiej Miedzianki. Zarówno artykuł z „Polityki” jak i inne merytoryczne informacje o pobliskim „mieście – widmie” odszukamy z łatwością w Internecie.

Stanisław Michalik
"Głos Głuszycy"
Dodany 22-03-2010 przez Admin
Zapowiedź
Uwaga wszyscy miłośnicy książek o Głuszycy i okolicy!
Jest mi niezmiernie miło poinformować, że już niebawem na naszym portalu znajdziecie przedpremierową publikację książki Stanisława Michalika pt."Tu jest nasz dom".
Lektury tej póki co nie kupicie w żadnym sklepie i żadnej księgarni, nigdzie indziej też jej nie przeczytacie! Wszystkich zainteresowanych i ciekawych nowej książki Szanownego Stanisława zapraszam do uważnego śledzenia naszej strony. Pełne wydanie dostępne tylko na www.gluszyca.com!















.
Dodany 08-03-2010 przez Admin
Zimowa eksploracja
Dwaj miłośnicy historii, którzy szukają podziemnych korytarzy z czasów II wojny światowej, właśnie wydzierżawili w Głuszycy hektar ziemi, wynajęli koparkę i rozpoczęli eksplorację.

Materiał Faktów TVP Wrocław z 13.02.10r

Dodany 15-02-2010 przez Admin
Autorskie spotkanie
Dodany 09-02-2010 przez Admin
Jedlina już się stroi. Zróbmy to również w Głuszycy!
Święta lada dzień, a w naszej ojczyźnie goniącej jak myśliwski wyżeł uciekającą cywilizację Zachodu, tamtejszy zwyczaj strojenia domów, ulic i placów różnego rodzaju iluminacjami świetlnymi z okazji Bożego Narodzenia i Nowego Roku, zadomowił się już chyba na stałe. Głośną na całą Polskę stała się Jedlina-Zdrój, której efektownie przystrojone domy i ulice można było zobaczyć w migawkach Wiadomości TV programu I i wrocławskich „Faktów”. Pisała o tym prasa, przyjeżdżali goście z różnych stron, bo było co podziwiać. Było i jest, bo Jedlina nie spuszcza z tonu. Z roku na rok staje się jeszcze bardziej ustrojona, kolorowa, zachwycająca.
Co rusz Jedlina zaskakuje nowymi pomysłami. Do całorocznego toru saneczkowego obok narciarskiego wyciągu w tym roku dochodzi nowa rewelacja. Jest nią Park Linowy, nowoczesny produkt wałbrzyskiej firmy Enitra sp. z o.o. Realizacja projektu o nazwie, Czarodziejska Góra – Relaks- Jedlina- Zdrój jest już w toku. O otwarciu tej zupełnie nieznanej na naszym rynku formie rekreacji ruchowej, poinformujemy w odpowiednim czasie. Czym jest Park Linowy, niech to pozostanie zagadką, do rozwiązania której zaprosimy niebawem dzieci, młodzież i dorosłych mieszkańców Głuszycy. Jedlina to prawie jak siostra Głuszycy, a obecnie kiedy umacnia się triumwirat Głuszycy, Jedliny i Walimia w ramach Tajemniczego Trójkąta, każdy sukces Jedliny lub Walimia jest naszym sukcesem i vice versa.
A wracając do świąt, pisaliśmy już o tym z dumą i radością w styczniowym numerze „Głosu”, że nasza Głuszyca nie pozostała daleko w tyle za Jedliną w świątecznym wystroju domów i niektórych ulic. Były takie miejsca w mieście, gdzie można było oniemieć z zachwytu. Warto, naprawdę warto wybrać się na spacer w świąteczne wieczory na kolonię przy ul. 11 Listopada i Piastowskiej, albo na Krasickiego i Warskiego, na Osiedle, bądź też pochodzić w centrum miasta. Warto też poszukać cudownie przystrojonych i oświetlonych domów w Grzmiącej, Łomnicy, Kolcach Sierpnicy, Głuszycy Górnej. Będzie na co popatrzeć. To piękna tradycja potęgująca niezwykłą atmosferę świąt. Pragniemy zachęcić współmieszkańców całej naszej gminy, zadbajmy o kolorowy, świąteczny wystrój naszych domów, zapalmy światełka, ubierzmy w nie przydomowe drzewka i krzewy. Na rynku nie brakuje tanich iluminacji różnego gatunku. Trzeba tylko chcieć. A skutek będzie taki, że wszystkim nam zrobi się lekko na sercu, gdy pod wrażeniem kolorowych efektów świetlnych poczujemy się jak w bajce.
To są jedyne święta w roku, w których radość z narodzenia Dzieciątka Jezus w dalekim Betlejem, manifestują chrześcijanie na całym świecie czyniąc ten świat piękniejszym niż zwykle.

Redakcja
Głos Głuszycy
Dodany 18-12-2009 przez Admin
„Jesienne spotkania z poezją” po raz trzeci.
Piszemy o tym wydarzeniu kulturalnym w mieście, bo zasługuje ono na uwagę, nie tylko dlatego, że Reakcja „Głosu Głuszycy” już po raz trzeci jest jego głównym organizatorem. Najważniejszym jest to, że „spotkania z poezją” okazały się kolejny raz imprezą niezwykle pożyteczną z uwagi na liczny i aktywny udział młodzieży, ale także imprezą o wymiarze ideowym, bo służącą budowaniu uczuciowej więzi z Głuszycą jako domem rodzinnym, a więc praktyczną lekcją patriotyzmu lokalnego. Jest to nam wszystkim potrzebne, choć na co dzień umyka naszej wrażliwości.. Nie dostrzegamy tej potrzeby, nie zwracamy na nią uwagi, przebiegamy obok zaabsorbowani sprawami powszedniego dnia. W rzadkich momentach, w chwilach cichej, rozsądnej refleksji, zadajemy sobie pytanie, czy to że Głuszyca jest naszym miastem rodzinnym, to powód do dumy, czy wstydu. Czy nie lepiej byłoby wymazać w dowodzie osobistym miejsce urodzenia - Głuszyca? A może zastąpić je taką nazwą jak Warszawa, albo Wrocław, ostatecznie Wałbrzych. To by nas podniosło na duchu Urodzić się w Głuszycy, to wstyd, albo zamieszkać tu na stałe. Jest tyle piękniejszych miejsc w Polsce i na świecie. A Głuszyca? Już sama nazwa budzi złe skojarzenia. Jedlina jest lepsza, bo ma w nazwie Zdrój. To że jesteśmy tutaj, w Głuszycy, to chyba jakieś złośliwe zrządzenie losu.
Można i tak myśleć i czuć, ale warto się nad tym zastanowić. Czy przyznanie się do tego, że Głuszyca, jest naszym domem rodzinnym przynosi wstyd?
„Jesienne spotkania z poezją”, to spotkania z ludźmi, którzy myślą zupełnie inaczej. Nie wstydzą się, że Głuszyca jest ich domem rodzinnym, „krajem lat dziecinnych”, że z niej się wywodzą, że tu spędzili lata dzieciństwa i młodości. Wręcz odwrotnie, zachowali o niej najpiękniejsze, najczulsze wspomnienia. Mało tego, piszą o niej z nostalgią i wzruszeniem w swoich wierszach.
Wiadomo, że myślę tu o najważniejszych gościach „jesiennych spotkań z poezją”, o Romanie Więczaszek z Brzegu nad Odrą i Marku Juszczaku z Knurowa, którzy zaszczycili po raz kolejny naszą październikową imprezę. O Romanie i Marku pisaliśmy już wielokroć w naszej gazecie i co najważniejsze - zamieszczaliśmy ich wiersze. Tyle tęsknoty za domem lat dziecinnych, tyle podziwu dla piękna przyrody i krajobrazów, tyle cudownych, wzruszających wspomnień, trudno odnaleźć u wielu innych poetów. Nawet Mickiewicz mógłby z szacunkiem uchylić kapelusza.
To są wiersze pisane wcześniej, zanim udało nam się odkryć naszych rodaków i zaprosić ich na spotkanie. Także wiersze innego poety, wywodzącego się z Głuszycy, znanego w kraju, Natana Tannenbauma, w których z podziwem i tkliwością wspomniał swoje głuszyckie proweniencje, powstały znacznie wcześniej. Nie są to wiersze na zamówienie, ale wyrosły z głębokiego przywiązania i więzi uczuciowej do swej rodzinnej kolebki.. Nie jest tak źle z Głuszycą, jakby się na pozór wydawało.
Że nie jest tak źle chcielibyśmy wzajemnie się przekonać. I w tym celu przygotowaliśmy projekt albumu fotograficznego z tekstami wierszy naszych poetów. Fotogramy są dziełem młodych Głuszyczan, m. in. takich jak Ania Błaszczyk, która uchwyciła okiem kamery piękno krajobrazów miasta i gminy, o jakim nam się nie śniło. Głuszyca zdumiewa pięknem przyrody, która nas otacza, tylko trzeba umieć ją dostrzec i docenić. Głuszyca jest niedostrzegalna zarówno dla tych, co gonią autem głównym ciągiem ulic z Wałbrzycha do Kłodzka, jak i samych jej mieszkańców, dla których życie w mieście zamyka się w czterech ścianach domu, w drodze do pracy i z powrotem i w sklepach spożywczych lub na targowisku. W tym obszarze miasto dryfuje jak po mieliźnie, dla wielu wydaje się umiera. Tymczasem wystarczy zrobić parę kroków do lasu, obojętnie czy w stronę Gór Sowich, czy Suchych, podejść kawałek na dowolne wzgórze, rozejrzeć się wokoło, zatrzymać się na chwilę. W wielu miejscach zupełnie niespodziewanie można oniemieć z zachwytu.
Głuszyca była pięknym miastem, widać to na poniemieckich pocztówkach i fotografiach. Ówcześni mieszkańcy szczycili się nią, pisali, jesteśmy szczęśliwi, bo przyszło nam żyć w najpiękniejszym miejscu na ziemi.
Na świecie jest mnóstwo pięknych miejsc. Które z nich jest najpiękniejsze, to rzecz osobista, subiektywna. Często o wyborze decyduje stosunek emocjonalny. Tak jest z miejscem urodzenia, z miejscem, gdzie otwarły się nasze oczy na świat. Dobrze, jeśli to spotyka się z akceptacją osób najbliższych.

Głuszyca dziś jest jeszcze miastem zaniedbanym. Przez długie lata PRL-u postępowała dewastacja poniemieckich willi, pałacyków, zabytkowych budowli, domów mieszkalnych, dróg, parków, ścieżek spacerowych. Wszystko stanowiło własność państwową, czyli niczyją. W dodatku była to własność poniemiecka. Miasto nie było w stanie utrzymać w przyzwoitym stanie zarówno budynków publicznych jak i komunalnych. Dopiero obecnie rozpoczął się proces odnowy i odbudowy substancji mieszkaniowej. Być może Głuszyca się odrodzi, gdy nastąpi renowacja budynków, naprawa dróg i rozwój turystyczny gminy. Ale na to trzeba jeszcze poczekać. Tymczasem przyroda nie ulega stagnacji. Jest tak samo świeża i pulsująca życiem jak przed laty. Tak samo urzekająca. Trzeba umieć to dostrzec wychodząc na spacery poza miasto. Jest szansa by to zobaczyć w przygotowanym do druku albumie. Nosić on będzie tytuł „Głuszyca – moja Itaka”. Skąd taki tytuł? Poczekajmy jak ukaże się album, tam znajdziemy odpowiedź na to pytanie. Jak długo trzeba będzie jeszcze poczekać, to zależy od władz miejskich, potencjalnego wydawcy albumu.
W „jesiennych spotkaniach z poezją” uczestniczył gość nadzwyczajny. Był nim nasz łomnicki artysta- rzeźbiarz, Jerzy Marszał. Urozmaicił imprezę wystawą swoich prac rzeźbiarskich, budzących podziw swoją naturalnością i ludowym stylem. Był też gość z Boguszowa, znany w powiecie animator kultury, Mariusz Kutek, z koncertem poezji śpiewanej.
Wszystko miało miejsce na sali widowiskowej Centrum Kultury, współorganizatora imprezy. Uzyskaliśmy wsparcie władz miejskich, a obecność na imprezie Burmistrzów i Przewodniczącego Rady świadczy o poważnym traktowaniu kultury w mieście.
„Spotkania z poezją” uświetniła młodzież Zespołu Szkół i Gimnazjum recytacjami wierszy o Głuszycy, napisanych przez naszych gości, Romanę i Marka. Słowa podziękowań kierujemy pod adresem nauczycieli polonistów, Sabiny Jelewskiej i Agnieszki Dobosz, a także dyrektorów Zespołu Szkół i Gimnazjum za osobiste wsparcie i pomoc w organizacji imprezy.
Nie można pominąć naszej redakcyjnej koleżanki, Renaty Tarasiuk, która przygotowała ekspozycję kolorowych fotografii krajobrazów Głuszycy na telebimie, a także znakomity konspekt tekstowy do albumu „Głuszca – moja Itaka”.
To były trzecie już jesienne spotkania z poezją. Miejmy nadzieję, że nie ostatnie.
S. Michalik
Głos Głuszycy
Dodany 01-12-2009 przez Admin
I PIESZY GŁUSZYCKI RAJD JESIENNY
Koło turystyczne w Głuszycy Górnej, zaprasza wszystkich chętnych, (rodziny, szkoły, osoby prywatne), nie zależnie od wieku, do udziału w

1 Pieszym Głuszyckim Rajdzie Jesiennym.

W dn. 07.11.2009r. start godz. 10:00.

Trasa wycieczki biegnie w większości szlakiem rowerowym MTB – wokół podziemi – rozpoczyna się w centrum Głuszycy przy ul. Leśnej wzdłuż 5 stawów do obiektów zlokalizowanych wokół góry Soboń, dalej łagodną drogą po nasypie kolejki wąskotorowej do zabudowań nad kompleksem "Osówka", zejście na parking przy Osówce tu przerwa na ognisko i pieczenie kiełbasek, (prowiant na ognisko zabieramy we własnym zakresie), po części gastronomiczno – rozrywkowej, zejście czarnym szlakiem do Kolc, dalej drogą do skrzyżowania ulic T. Kościuszki i Grunwaldzkiej. Tam zakończymy rajd. Trasa nie wyczerpująca, na pewno poprawi nam samopoczucie w te chłodne jesienne dni. Zapraszam również do skorzystania z mało znanej (w Polsce) techniki marszu z kijkami "Nordic Walking", technika ta pozwala na pokonywanie znacznie dłuższych dystansów przy mniejszym wysiłku fizycznym, odciąża stawy kolanowe, zmusza do pracy mięśnie kręgosłupa i górnej części ciała (ręce, barki) poprawia komfort marszu i pozwala utrzymać prostą sylwetkę. Koszt rajdu 10 zł. W koszt wliczona obsługa przewodnicka i znaczek pamiątkowy.
Przewidziane są quizy krajoznawcze z nagrodami. Najlepszym zabezpieczeniem przed zimą jest ruch, zapraszam więc do skorzystania z okazji.
Zgłoszenia przyjmowane są telefonicznie pod nr Tel. 609 188 558 ,
lub e-mail: mariusz.wojki1@wp.pl
Dodany 02-11-2009 przez Admin
To nie tylko mapa, to rewelacyjne kompendium wiedzy o „Riese”.
Na Osówce, w Rzeczce i Włodarzu, w Biurze Usług Turystycznych w Głuszycy, w recepcji hotelu „Geovita” w Jugowicach, można kupić niezwykłą mapkę - „Góry Sowie. Fotomapa. Podziemne Kompleksy „Riese”.

Wydawcą prawdziwego rarytasu turystycznego jest Wydawnictwo „Inter-Cera” w Krakowie, a autorem wyjątkowej mapy i znakomitego komentarza, oczywiście Jerzy Cera, „mąż opatrznościowy” wszystkich odkryć związanych z tajemnicą podziemnej inwestycji militarnej III Rzeszy w Górach Sowich, znanej pod pseudonimem „Riese” , czyli „Olbrzym”.
Na czym polega wyjątkowość tej foto-mapy. Otóż jest ona sporządzona na podstawie zdjęć lotniczych z 1944 – 45 roku, na które nałożona została treść topograficzna poparta dokonywanymi później wielokrotnymi inwentaryzacjami terenowymi. Jak czytamy we wstępnym komentarzu mapy, foto-mapa przedstawia stan terenu z roku 1945, uwypuklający obiekty, które mają związek z budową. Są to m. in. torowiska, drogi kompleksów „Riese”, obiekty naziemne, podziemne kompleksy, rozmieszczenie obozów jenieckich, obozów pracy. Dziś tylko niewielka część obiektów, budowli, widoczna jest nadal, po innych pozostały tylko ślady na fotografiach.
Mapę wzbogacają liczne zdjęcia, dziś już historyczne, bo sprzed 60 lat, a także współczesne w części opisowej mapy. Ta część opisowa zasługuje na uwagę, bowiem zawiera zręcznie zredagowane kompendium wiedzy o tej niezwykłej inwestycji militarnej sztabu wojennego Adolfa Hitlera pod koniec III Rzeszy, wiedzy ograniczonej tajemnicą wojenną, stąd wciąż stanowiącą zagadkę, co do rzeczywistego, ostatecznego celu tej inwestycji.
Warto pokusić się o zdobycie tej mapy, to jest rzecz unikalna, trudno przewidzieć jak długo się uchowa w punktach sprzedaży. Autorowi i zarazem wydawcy tej mapki należą się słowa uznania.

Stanisław Michalik, Głos Głuszycy
Dodany 25-07-2009 przez Admin

<< Wstecz 1 2 3 4 5 6 7 8 9 Następne >>

Content Management Powered by CuteNews